Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Aktualnie w Hong Kongu bardzo napięta sytuacja. Wszystko zaczęło się od protestów przeciwko ekstradycji podejrzanych z Hong Kongu do Chin. Teraz protesty obróciły się pośrednio przeciwko władzy w Pekinie, a bezpośrednio przeciwko władzy w Hong Kongu. Oczywiście prawda leży gdzieś po środku. Rozumiem ludzi, którzy obawiają się chińskiej władzy, niesprawiedliwości, gwałcenia praw obywateli i ograniczonej wolności, ograniczonej demokracji. Z drugiej strony protestujący przesadzili z agresją, wybuchła frustracja, złość. Pojawiły się grupy znudzonych dzieciaków, które żyły do tej pory w dosyć spokojnym i jednak bogatym kraju, jakim był Hong Kong. Oczywiście są wśród nich rozsądni ludzie walczący o demokracje, jednak ogromna większość zachowuje się tak, jakby chcieli wprowadzić anarchię, sparaliżować kraj. W komentarzach internetowych słusznie ktoś zauważył, że w każdym "noramlnym" kraju zachodnim policja rozprawiłaby się z nimi bardzo szybko. Blokowanie lotnisk uznano by za akt terroru. W USA pewnie wkroczyłaby Gwardia Narodowa. Widzieliśmy, jak prezydent Macron poradził sobie z przeciwnikami, były tam regularne wojny na ulicach. Nikt w takich przypadkach nie mówi o prawach obywatelskich czy demokracji. W przypadku Chin sprawa wygląda inaczej. Przykro patrzeć, jak narasta nienawiść pomiędzy policją i mieszkańcami Hong Kongu. Przykro patrzeć, jak niszczone są budynki, stacje metra, infrastruktura w mieście, w którym uwielbiałem spacerować, robić zdjęcia. Co będzie dalej? Obawiam się, że chińskie wojsko lub specjalne oddziały policji wkroczą do Hong Kongu od strony Shenzhen. Wówczas wszystko się zmieni.
Wstyd się przyznać, bo dawno strony nie aktualizowałem. Jest już trochę zaniedbana i konkurencja na pewno mocno mnie wyprzedza teraz ;-). Nadal mam sporo nowych zdjęć i jeszcze więcej z archiwum, tylko niestety nadmiar obowiązków sprawia, że powstają tylko zaległości. 5 lutego rozpoczyna się Rok Świni w Chinach - tradycyjnie dobry rok na macierzyństwo. Wielu naszych znajomych Chińczyków coraz częściej w tym okresie wyjeżdża za granicę. Koleżanka z Guangzhou jest w Singapurze, a inna z Shenzhen wybrała się po raz pierwszy ze swoją rodziną za granicę do Tajlandii. Jedna z nich słabo mówi po angielsku, ale w takich krajach jak Tajlandia, Wietnam, Singapur, Indonezja (Wyspa Bali), Malezja - mogą bez problemu liczyć na pomoc chińskich przewodników i tłumaczy, chińskie biura podróży mają tam swoich przedstawicieli. Podróżne zagraniczne dla Chińczyków jeszcze 20 lat temu były w zasadzie mało realne. Teraz stać ich na takie wyjazdy, a zwiedzanie Kraju Środka czy przesiadywanie w domu to zbyt mało wrażeń dla młodych, nowobogackich Chińczyków. Podróżują, robią zakupy, zwiedzają, spędzają czas w luksusowych hotelach, SPA, po prostu korzystają z życia.
Lecąc do Chin możecie być pewni dwóch rzeczy: KFC i Starbucks. Cała reszta zależy już od regionu, pogody, ludzi itd. Jednak sławne kurczaki i największa kawiarnia są dosłownie wszędzie w Kraju Środka, a już szczególnie przy głównych atrakcjach turystycznych.
Pamiętam przed Igrzyskami Olimpijskimi w Pekinie w 2008 roku wielki bojkot chińskich wyrobów, w tym także koszulek. Chodziło o obronę uciśnionego Tybetu. Wydaje mi się, że teraz w Tybecie wcale nie jest lepiej, ale jakoś nie ma bojkotu żadnych wyrobów chińskich. Wręcz przeciwnie: nie znam w Polsce osoby, która nie zamawiałaby czegoś z AliExpress! Co się stało z ideologią? Czyżby wszyscy uznali, że skoro coś można kupić taniej to przecież nie ma znaczenia sytuacja w Tybecie, ani prawa człowieka? Oczywiście warunki pracy i płace w Kraju Środka są coraz lepsze - powiedziałbym nawet, że w niektórych przypadkach lepsze od tych w Polsce. Co się jednak stało z gospodarczym patriotyzmem? Nie chcemy wspierać polskich produktów i firm? Kupując na AliExpress pozbawiamy zysku polskich importerów, hurtowników, a także detalistów - bo przecież większość zakupów dotyczy drobnych ilości. Odpowiedź jest prosta - tam gdzie są pieniądze nie ma miejsca na sentymenty i ideologie. Dotyczy to wielkich firm, koncernów, ale też nas, zwykłych ludzi.
Najbardziej popularne miejsce na zakupy w Szanghaju to oczywiście ulica Nanjing, blisko The Bund. Teraz wiele zwykłych sklepów i część restauracji jest zamkniętych, bo ludzie odpoczywają. Wyjątkiem są sklepy i wielkie domy handlowe właśnie na ulicy Nanjing. Obecnie tłumy Chińczyków i turystów odwiedzają to miejsce, robią zakupy, jedzą w restauracjach, kupują przekąski. Doskonały okres, żeby wydać pieniądze uzyskane z czerwonych kopert. Promocje są naprawdę interesujące. Kupując jedną bluzę musimy zapłacić 129 RMB, kupując dwie 100 RMB w sumie. Spodnie kosztują 169 RMB, ale jak kupimy dwie pary to płacimy w sumie 199 RMB. Jak to rozumieć? Po prostu w Chinach chodzi o ilość, sprzedać jak najwięcej i jak najszybciej. Nie czekać, wymieniać towar. W chińskich, markowych sklepach wyprzedają bluzy nawet po 20-50 RMB, żeby pozbyć się starszych wzorów i wprowadzić nowe. Nowe sprzedaje się za 200-300 RMB. W niektórych sklepach sprzedawane są 'zwykłe' ciuchy i np. jakieś z licencją typu Astro Boy, Myszka Miki, te licencjonowane wzory kosztują zwykle 3-4 razy więcej. Na czymś się zarabia mniej, na czymś więcej, ogólny bilans jest na pewno dodatni biorąc pod uwagę ruch w interesie i liczbę klientów. Możemy im tego zazdrościć. Inny temat to aktywność i zaangażowanie obsługi sklepów.
