Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Poniedziałek, 28 marzec 2011 godz. 13:17

Wspominałem kiedyś o mojej znajomej, która chciała wyjść za mąż 'na szybko'. Skontaktowała się ze swoim byłym chłopakiem przez internet i tak się jakoś zaręczyli. On, Chińczyk mieszka tymczasowo w Kanadzie. Tak samo szybko jak się pobrali, tak szybko zdecydowali się rozwieść. Ponieważ on był zagranicą - nie tak łatwo zaaranżować rozwód na odległość. Teraz jednak wszystko się udało. Dostarczyli jakieś oświadczenie potwierdzone przez Ambasadę Chińską w Kanadzie. Oczywiście samo oświadczenie niczego nie zapewniało, ale... sędzia zajmujący się sprawą to jakiś znajomy koleżanki tej dziewczyny. Telefonicznie potwierdził z tym chłopakiem, że chce się rozwieść i załatwił im to. Opłata za rozwód 150 RMB, czyli jakieś 68 PLN. Zdziwiło mnie, że ten urzędnik w ogóle się tym zajmował, do tego telefonicznie?! Później okazało się, że to właśnie dzięki znajomościom. I tak to w Kraju Środka funkcjonuje - albo łapówki, albo układy. Gdyby prosty człowiek poszedł z prośbą o rozwód, a drugiej połówki nie byłoby w Chinach nawet, nie wydaje mi się, aby w ogóle tym się ktoś zajął.

Sobota, 19 marzec 2011 godz. 11:00

Zawsze miałem złą opinię na temat Guangzhou, ale ostatnio trochę się to zmieniło. Wydaje mi się, że rok temu Kanton znacząco się poprawił - chodziło głównie o organizację Asia Games 2010. Ostatnio byłem trzy razy na deptaku ShanXia Jiu, bardzo ładnie odnowili tam kamieniczki, są fajne sklepiki, dosyć przyzwoita odzież i bardzo dobre ceny. Są też fajne azjatyckie i europejskie restauracje. Wieczorem wracałem taksówką do hotelu w okolicach centrum - park YueXiu. Miasto wyglądało bardzo ładnie - oświetlone budynki, duże restauracje, ładne hotele, jakieś bary, zieleń przy drogach. Nawet przypominało mi trochę Szanghaj. Przyznam, że kiedyś Guangzhou traktowałem jako najgorsze miasto - brudne, zaniedbane, wręcz cuchnące ciasne ulice. Jeździłem tam tylko z przymusu i nigdy nic mnie nie zachwycało, aby tam wracać czy robić dużo zdjęć. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze okropny ruch uliczny i piętrowe skrzyżowania. Oczywiście całego miasta nie przebudowano, ale jakby zostało lepiej podane, zapakowane. Chodzi głównie o zieleń, oświetlenie, diody, odrestaurowane kamienice kolonialne, ładne nabrzeże Rzeki Perłowej i fajne restauracje z owocami morza. Guangzhou ma swój urok, ale trzeba wiedzieć gdzie jadać i gdzie chodzić na zakupy!

Czwartek, 17 marzec 2011 godz. 07:48

W prowincji Guangdong wprowadzą politykę dwójki dzieci. Do tej pory można było mieć jedno dziecko, a dwoje tylko w przypadku, gdy rodzice są jedynakami. W innych rejonach drugie dziecko jest dozwolone, gdy pierwsza urodziła się dziewczynka. Teraz zmieniają się zasady i chcą zezwolić na dwójkę dzieci. Byłem ostatnio w niedzielę w Guangzhou, w sławnym parku YueXiu. Przyznam, że dzieci tam nie brakuje, dosłownie tłumy dzieciaczków. Aż trudno uwierzyć, że jedna rodzina ma jedno dziecko, bo tych dzieci jest mnóstwo. Oczywiście teraz wiele rodzin ma więcej dzieci, bo płacą kary. Teraz kar nie będzie, a populacja pewnie szybko się zwiększy. Mam wrażenie, że Chiny chcą naprawdę zawojować Świat!

Niedziela, 13 marzec 2011 godz. 16:07

Patrząc bardzo ogólnie na Chiny mam takie przerażające wrażenie, że przyszłość Świata należy do nich, do Azji. Dlaczego? Po pierwsze jest ich bardzo dużo - przeważają nas wszystkich populacją, a po drugie ciężko pracują. Oczywiście dużo zależy od efektywności, zarządzania, ale oni naprawdę pracują coraz bardziej wydajnie i zdecydowanie dłużej od nas. U nich godzina 15 to dopiero połowa dnia pracy, oczywiście zaczynają później, ale 'rozkoszują' się też nadgodzinami. Tutaj wręcz wypada zostawać w pracy wieczorem i w nocy. Niektórzy późno wracają do domu, a wielu pracuje i mieszka w tym samym miejscu. Zamiast siedzieć z pięcioma kolegami w pokoju przyfabrycznym, lepiej pracować. Zamiast spać w ciasnym łóżku lepiej siedzieć na komunikatorze internetowym w biurze i gadać z klientem z Niemiec (różnica czasu). Oni po prostu widzą swoje życie przez pryzmat pracy, to dla nich być albo nie być.

Piątek, 11 luty 2011 godz. 11:58

Ostatnio zaobserwowaliśmy z żoną taką intrygującą scenę. W pobliżu naszego osiedla jest takie typowe osiedle, na którym mieszka wielu kierowców taksówek, są tam też kierowcy ciężarówek, małe firmy dostawcze. Na rogu jednego z tych budynków zawsze przesiadują cztery kobiety w średnim wieku. Mają dosyć wulgarne wyrazy twarzy, agresywny sposób bycia. Ubierają się niezbyt modnie, jakieś czarne spodnie, buty na płaskim obcasie, małe kurteczki. Potrafią tam siedzieć cały dzień, czasami dwie z nich, czasami trzy albo cztery. Ostatnio zrozumieliśmy po co tam siedzą. Okazuje się, że są sutenerkami i pilnują pewnej dziewczyny, która sprzedaje się w małym mieszkanku na parterze, dokładnie na rogu tego budynku gdzie przesiadują. Kiedy przechodziliśmy tamtędy już któryś raz z kolei, jedna z tych kobiet nawet stanęła tak, żeby zasłonić to okienko. Innym razem widziałem tą dziewczynę wewnątrz obskórnego mieszkania. Dziewczyna była chyba tylko w samej bieliźnie i sidziała na jakieś leżance. Domyślam się, że oferują usługi różnym kierowcom w tym rejonie. Niezbyt to dyskretne, zero prywatności. Dziewczyna siedzi tam jak seks-niewolnik, a cztery sutenerki na niej zarabiają. Nie liczyłbym też na żadną higienę, biorąc pod uwagę fakt, że tacy kierowcy ciężarówek nawet za często się nie myją. Teoretycznie, według chińskich władz prostytucji nie ma, nie jest to żaden problem. Prawda jest jednak taka, że mniej lub bardziej widoczne formy prostytucji pojawiają się w każdym mieście, miasteczku, a nawet na wsi.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone