Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Poniedziałek, 21 czerwiec 2010 godz. 05:16

W centrum Shenzhen jest wielki stadion piłkarski, to było takie centrum sportowe. Są tam korty tenisowe, mniejsze boiska piłkarskie, boiska do koszykówki, sklepy rowerowe, akcesoria sportowe, golf, odzież itp. Problem w tym, że całe to centrum jest strasznie zaniedbane! Aż trudno w to uwierzyć, bo Chiny ogólnie stać na remonty, zmiany, udoskonalenia. Ten stadion chyba jednak porzucą! Budują już nowe centrum sportowe w zupełnie innym rejonie. W tym starym centrum nawet brama wjazdowa jest zniszczona, na głównym placu Mercedes testuje sobie auta, ochrona wrzeszczała na nas, żebyśmy zeszli z trasy Mercedesa! Idąc wkoło stadionu ma się wrażenie, jakby przeszło się do innej epoki. Zardzewiałe bramy, popękane ściany, wilgoć, brzydki zapach. Oczywiście nadal są tam sklepy, bary, przychodzą ludzie, ale wszystko wygląda jakby czas zatrzymał się 20 lat temu. Chińczycy ogólnie uwielbiają sport, są bardzo aktywni, dlatego dziwi mnie stan tego obiektu i podejście władz miasta do tego centrum sportowego. W 2011 w Shenzhen odbędzie się Uniwersjada. Ciekawe, co zrobią ze starym stadionem? Zburzą, wyremontują na ostatnią chwilę, czy zasłonią czymś i będą udawać, że tam nic nie ma?!

Piątek, 21 maj 2010 godz. 05:32

Słyszałem, że wstęp do parków rozrywki w Stanach Zjednoczonych kosztuje około 30-50 USD. Absurdalne jest to, że w Chinach ceny są prawie identyczne! Problem w tym, że w Chinach w takich parkach rozrywki, skansenach, parkach tematycznych są miliony ludzi. Oczywiście właściciele tych miejsc tym się nie przejmują. Zawsze pozwalają, aby tłumy wchodziły do środka, miliony ludzi kupują bilety, a później stoją w kolejkach. Często jest tak, że pół dnia poświęcają na czekanie. Nie tylko czekają, aby skorzystać z jakiejś karuzeli, wejść do jakiegoś kina 3D, ale nawet, żeby zrobić zdjęcie w jakimś istotnym miejscu. Chińczykom to jednak nie przeszkadza, przywyknęli do tłumów. W ciągu 6 lat nigdy, absolutnie NIGDY nie widziałem Chińczyka, który narzekałby, że jest gdzieś za ciasno, że jest za dużo ludzi, że tracą czas i pieniądze, że to niesprawiedliwe, że mu duszno. Zwykle taki temat podejmują obcokrajowcy wizytujący Chiny.

Środa, 19 maj 2010 godz. 11:56

Kupiłem Chiński National Geographic, bo był dodatek specjalny historyczne zdjęcia z Szanghaju - ze względu na obecne Expo 2010. Zdjęcia bardzo ciekawe, dodatek też, ale główne pismo tragedia! Na 14 początkowych stron 8 poświęcono reklamie samochodów! Oczywiście na kolejnych podobnie, co druga, co trzecia strona to reklama samochodu, albo jedna strona, albo cała rozkładówka. BMW zrobiło sobie nawet dodatkowe zakładki i grubsze kartki, żeby się otwierało koniecznie na tej reklamie - poświęcono na nią 6 stron. Na samym początku w National Geographic poczytamy o Audi, Skodzie, Hyundaiu, BMW, Hondzie... Pismo sprawia wrażenie magazynu "Auto Świat". Pierwsze dwie strony to reklamy samochodów - gdyby nie okładka to ciężko w ogóle stwierdzić co to za pismo. Chiny mają nasrane na punkcie motoryzacji teraz. Prawo jazdy robią masowo - w autach nauki jazdy siedzą uczeń, instruktor i z tyłu trzech kolejnych kursantów. Nie wiem, jak to funkcjonuje, czy mają masowo się uczyć, czy jeden jedzie, a reszta ćwiczy teorię?! Oni naprawdę powariowali, a Niemcy, Amerykanie, Koreańczycy i Japończycy robią tu teraz świetny biznes. Na świecie kryzys, gorsza sprzedaż nowych aut, rynek przepełniony używanymi autami, a w Państwie Środka czekają w kolejkach na nowe pojazdy. Z młodego pokolenia nie znam już nikogo, kto nie kupiłby auta, albo przynajmniej nie planowałby kupić jak najszybciej. Okropne korki w miastach, ale oni niczym się nie przejmują, lubią siedzieć w spalinach i marnować godzinę albo dwie na powrót do domu. Metrem zajęłoby to pół godziny! Ale taki jest "Chinese dream", żeby mieć mieszkanie, ładną żonę, dziecko i samochód.

Wtorek, 18 maj 2010 godz. 12:49

Znalazłem kolejne potwierdzenie, że Chiny to państwo policyjne. Foto Reutersa, dzieci w prowincji Henan ubrane w mundury policji drogowej! Szok! Nie wiem dokładnie dlaczego, pewnie chodzi o jakieś przedstawienie albo musztrę. W Chinach, już w szkołach podstawowych mają musztry, szkolenie wojskowe. Taka propaganda, dyscyplina ma silny wpływ na młodych ludzi. Po pierwsze uczą się szacunku do mundurowych, czują dystans, boją się władzy (armii, policji), wiedzą, że nie mają prawa dyskutować z przedstawicielami władzy. Po drugie kochają swój kraj, są oddanymi patriotami, ufają rządowi, gotowi są oddać życie za Chiny. Dla nas to oczywiście przykre pranie mózgu, dla Chin to po prostu kolejne szkolenie wiernych patriotów, którzy nigdy nie sprzeciwią się temu systemowi. I tak to wszystko funkcjonuje od lat w Chinach.

Wtorek, 18 maj 2010 godz. 06:47

Latam sporo chińskimi samolotami i muszę przyznać, że jest coraz gorzej jeśli chodzi o obsługę, jakość usług, podejście do pasażerów czy punktualność. W tej chwili 20-30 minut opóźnienia to już standard. Kiedyś myślałem, że dotyczy to tylko dużych lotnisk i zależy od pogody, ale teraz już wiem, że nie ma reguły. Już nawet nie zwracam na to uwagi, siedzę sobie w samolocie i coś czytam, kiedyś się tym irytowałem. Zdarza się, że obsługa samolotu nie wspomina nawet o godzinnym opóźnieniu. Czasami dziękują za wyrozumiałość, ale rzadko kiedy przepraszają! Zależnie od linii pasażerowie są różnie traktowani, ale ogólnie coraz gorzej, bo przecież nawet jeśli obrazi się 200 osób, to nadal w przyszłości linie będą miały miliony klientów. Pasażerów są tysiące. Lecąc nawet do małych miasteczek mam komplet współpasażerów. Jak obok mam jedno wolne miejsce to jest po prostu święto! Nie wiem, jak z bagażami, bo nigdy ich nie nadaję, ale chyba raczej nie ma tu większych problemów. Jakość samolotów jest ok, głównie nowe Airbusy i Boeingi, rzadziej MD-83, raz leciałem starszym MD-83 i miałem naprawdę stracha! Nie podoba mi się ta konstrukcja z silnikami z tyłu, czytałem też o wielu wypadkach tych samolotów. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo lotów, wyszkolenie pilotów jest bardzo dobrze - jak na tyle lotów, miliony pasażerów nie kojarzę żadnej poważniejszej katastrofy w Kraju Środka. Największy problem to jednak opóźnienia i czasami zamieszanie przy jakiś międzylądowaniach. Zaobserwowałem też, że stewardesy są milsze dla obcokrajowców niż Chińczyków. Zdarza się, że do Chińczyka podniosą głos, zapytają o coś do picia w niezbyt uprzejmy sposób, czy zignorują jakieś pytania chińskiego pasażera. Obcokrajowców traktują życzliwiej, mają więcej wyrozumiałości i poświęcają im więcej czasu. Ostatnio w autobusie lotniskowym jechałem z jakimiś Polakami, później na lotnisku się rozdzieliliśmy, a po godzinie siedzieli obok mnie w tym samym samolocie, nie był to bynajmniej jakiś popularny kierunek lotu, nie był to lot międzynarodowy, tylko lokalny lot w Chinach! Naprawdę ciekawy zbieg okoliczności, świat jest mały.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone