Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Będąc tyle lat w Państwie Środka wiem już, że jest tu grupa Chinek, które po prostu szukają obcokrajowca jako partnera. Nie chodzi nawet o wizę czy pieniądze, bo i tak bywa, ale to chyba jakaś moda. Moja znajoma przebija jednak wszystkie inne Chinki, które polują na białych. Nie zrozumcie mnie źle - ona z nimi nie sypia! Jak narazie jest wierna pewnemu gościowi z Ameryki Środkowej, który mieszka w USA. Czeka na niego już prawie 3 lata, bo on nie ma stałego prawa pobytu w Stanach i na pewno nie może tak po prostu lecieć do Chin. Nawet nie pamiętam, czy oni się kiedykolwiek spotkali twarzą w twarz, wiem że kontaktują się często przez internet. Ta Chinka dostała teraz pracę w Europie i podróżuje między Chinami i Europą. Wróciła ostatnio do Chin i wynajęła nowe mieszkanie. Szukała współlokatorki - wymyśliła sobie, że wynajmie mieszkanie dziewczynie z Portugalii, a ona przyprowadziła swojego chłopaka z Meksyku. Gość jest bardzo dziwny i ta Chinka boi się nawet tam zostawać tylko z nim sam na sam. Mimo wszystko ma obcokrajowców obok siebie - tak jak wymarzyła. Zawsze opowiada o swoich znajomych, wszyscy są obcokrajowcami! Jeśli koleżanki Chinki to tylko takie, które mają zagranicznych chłopaków lub mężów. To jest już chyba choroba, zboczenie, rasizm wobec własnego narodu? Ona zna gości z Włoch, Francji, Kanady, USA, Amerykanów polskiego pochodzenia, Amerykanów czeskiego pochodzenia. Na każdym spotkaniu, imprezie musi otaczać się obcokrajowcami. Dodam jeszcze, że nie mówi doskonale po angielsku i nie bardzo interesuje ją zachodnia kultura (nie zna nazwy spaghetti, nie wie kto to papież). Przy mnie naśmiewała się z modłów w Watykanie (gdzie była niedawno), a papieża nazwała "ten stary gość co ubierają go w białe ciuchy i czapkę". Oczywiście jestem tolerancyjny, rozumiem, że nasza wiara w Chinach jest obca, ale po co ona się tak pcha w kierunku obcokrajowców? Żeby jeszcze miała jakiegoś konkretnego faceta z Ameryki czy Europy, tutaj - razem z nią. A ona ma związek przez internet... w ogóle tego nie rozumiem już. I przyznam, że jestem zmęczony jej opowieściami o tym i tamtym obcokrajowcu, co to mieszka w Chinach i zrobił to i tamto. Według mnie to jest jakaś choroba. Ona nie ma żadnego znajomego Chińczyka! Jest przecież Chinką! To tak jakbym ja mieszkał w Polsce (jako 100% Polak) i zadawał się tylko z Azjatami! Wynajmował mieszkanie z Azjatami! Chodził na obiady i kolacje z Azjatami! Oczywiście nie widzę w tym nic złego, ale musi być jakiś umiar i dlaczego mam się odcinać od własnej nacji i kultury? Jeśli chodzi o obcokrajowców to ona po prostu nie ma umiaru - musi znać wszystkich, opowiadać o wszystkich. Może w mieszkaniu ma mapę świata i wbija pinezki za każdego poznanego obcokrajowca. Na pewno Europę i Ameryki ma już pokryte, Afryka i Azja chyba nie jest dla niej interesująca, ha ha!
Mam wrażenie, że niedługo Chiny będą potęgą w kosmosie. Czytałem ostatnio o tym, że USA wycofuje się z wysyłania promów kosmicznych i przyszłe misje są bardzo wątpliwe. W wyścigu o podbój kosmosu pozostaną Chiny i Rosja. Rosja ma większe doświadczenie, ale jakoś nie widzę tutaj wielkich inwestycji i postępu. Chiny natomiast mają wielkie ambicje, jeszcze większe fundusze i coraz lepiej rozwijają nowoczesne technologie, zdrowych austronautów też im nie zabraknie. Martwię się tylko, jak będzie wyglądał świat, gdy nad naszymi głowami będą latały szpiegowskie satelity komunistycznych Chin? Podsłuchiwanie rozmów (nawet międzynarodowych) nie będzie problemem, globalna cenzura? Namierzanie, śledzenie i poszukiwanie osób 'nieprzyjaznych' temu systemowi będzie jeszcze łatwiejsze. Narazie można się cieszyć z ich wypraw w kosmos, traktować to jako ciekawostkę, ale gdy zaczną tam budować stacje kosmiczne, kontrolować satelity - wtedy staną się potęgą dysponującą bardzo groźnymi narzędziami w walce z demokracją i wolnością.
Przykro patrzeć, jak cały świat robi interesy z Chinami, a Polacy prawie nic nie potrafią sprzedać w Kraju Środka. W wielkim markecie, który oferuje różne produkty importowane znalazłem ciastka w czekoladzie z Polski. Był to jeden, jedyny wyrób z naszego kraju! Najzabawniejsze jest to, że polski wyrób był importowany przez Tajwan. Bo oczywiście Polacy nie potrafią bezpośrednio dogadać się z Chińczykami. Przecież Chiny to taki mały rynek zbytu, tylko miliard ludzi, po co mamy tam coś sprzedawać?! Bez sensu, strata czasu! A nasz rząd zajmuje się Tybetem, Dalejlamą, prawami człowieka, bojkotowaniem olimpiady i karą śmierci. A wszystkie inne kraje na świecie po prostu robią tu interesy i takie 'humanitarne' tematy ich nie interesują. Półki w marketach uginają się do amerykańskich soków, niemieckich ogórków, francuskich czekolad, szwajcarskich serów, hiszpańskich win... ceny kosmiczne! Oczywiście nie wszyscy kupują takie wyroby, ale Chińczycy się bogacą i stać ich na różne przysmaki spoza Chin. Jest też coraz więcej obcokrajowców, którzy takie wyroby kupują na co dzień. Ale my oczywiście tego rynku nie dostrzegamy!
Wracając jeszcze do tematu pożywienia - odwiedzając jakiś czas temu fabrykę w Jiangsu oglądałem ciekawą scenę. Robotnicy siedzieli obok wielkiej ubrudzonej smarem maszyny do obróbki metalowych form i gotowali sobie zupkę. W tym rejonie Chin obiad je się zwykle bardzo wcześnie, nawet o 11 godzinie. Robotnicy mieli mają, przenośną kuchenkę gazową, siedzieli w kółeczku i wrzucali różne przysmaki do gorącego wywaru. Naprawdę ciekawa scena! Taka sytuacja przypomina mi znowu, jak istotny jest posiłek w Kraju Środka.
Chińczycy coraz częściej zaniedbują swoje zwyczaje 'jedzeniowe'. Dotyczy to zwykle młodych, samotnych Chińczyków w dużych miastach. Obiady i kolacje to bardzo istotne elementy życia w Chinach, wynika to z ich kultury, historii. Wygląda to inaczej w rodzinnych domach, gdzie w południe szykuje się wielki obiad złożony z conajmniej 3-4 dań (zielone warzywa, ryba, mięso, tofu, lekkie zupy). Nie jest to żadne święto - tak wygląda posiłek w Chinach. W wielkich metropoliach młode pokolenie coraz częściej zaniedbuje te zwyczaje. Nie mają czasu albo nie potrafią nic zdrowego ugotować. Zamawiają posiłki z małych restauracji, albo nawet straganów, jest to koszt około 5-10 PLN. Coraz częściej jadają kolacje w KFC czy McDonaldzie. Wszystko to oczywiście wpływa na pogorszenie stanu zdrowia. Widać coraz więcej młodych, otyłych Chińczyków. Niektóre nowobogackie rodziny nie potrafią niczego ugotować i bazują na umiejętnościach gosposi, albo jadają w restauracjach. W weekendy szpitale są przepełnione młodymi ludźmi, którzy w ciągu tygodnia są zbyt zapracowani, by odwiedzić lekarza. Zła dieta, stres, przemęczenie, ciągłe nadgodziny, brak ruchu - wszystko to wpływa na pogorszenie stanu zdrowia młodych ludzi w Chinach. Odbiegają oni od tradycyjnego trybu życia (zdrowe chińskie jedzenie, więcej ruchu - kungfu, taiji, badminton) i coraz bardziej kierują się w stronę zachodu (szybkie jedzenie, kawa, samochody, przesiadywanie przed telewizorem). Może nie jest jeszcze tak źle, ale coraz to młodsze pokolenia są po prostu coraz bardziej leniwe i ospałe.
