Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Chińskie władze już same nie wiedzą, co mają blokować w Internecie. Był okres, że nie otwierała się Wikipedia, teraz zablokowano na amen Youtube. Najwyraźniej pojawiły się tam jakieś materiały kompromitujące rząd. Sam oglądałem kiedyś materiał o wykradaniu organów skazanych na kary śmierci, o prostytucji w prowincjonalnych miasteczkach, czy o grupowym linczu na jakimś człowieku. Niestety... takie są realia w Chinach, prawda nigdy nie może być zbytnio wyeksponowana. Ona może być, ale z boku, tak żeby nie prezentowano niczego antychińskiego w telewizji, prasie i sieci www.
Pewna dziewczyna, studentka z prowincji Hunan powiedziała mi, że chce studiować za granicą. Pytała mnie o różne państwa europejskie, o języki, kulturę, ceny itp. Powiedziała mi, że najtaniej wychodzą studia w Finlandii. Zapytałem, ile dokładnie? W przeliczeniu na złotówki około 40 000 PLN! Wow... rzeczywiście tanio. Ponoć w USA musiałaby płacić ponad 100 000 PLN. Oferty są z wyżywieniem i mieszkaniem, ale mimo wszystko ceny powalają. A co mają powiedzieć ubogie chińskie rodziny, których dzieci mogą być bardzo zdolne? O ile na terenie Chin mogą korzystać z jakiejś pomocy i stypendiów, to raczej nikt nie wysyła ich za granicę na koszt państwa (przynajmniej nie bez znajomości).
Wyczytałem ostatnio, że miasto Shenzhen (Chiny kontynentalne) otrzyma specjalne bony na zakupy w Hongkongu. Proszę zwrócić uwagę, jak Hongkong traktuje Chińczyków? Jeszcze dziesięć lat temu uważali się za lepszych, mądrzejszych, kulturalniejszych od przeciętnego Chińczyka spoza kolonii brytyjskiej. Kilka lat temu nadal obawiali się napływu chińskich żebraków, biedoty i prostytutek (z usług tej ostatniej grupy korzystają teraz bardzo często). Gdy w Hongkongu pojawia się widmo kryzysu, spadają przychody z turystyki - wówczas Hongkong wydaje wszystkim wizy i wręcza bony, aby ludzie z Chin napędzali ich gospodarkę. A przy tej liczbie ludności, nawet jeśli ktoś kupuje butelkę wody w Hongkongu czy ośmiorniczkę z grila to też jest to spory zysk. A co z ludźmi, którzy kupują telefony, aparaty, komputery? Na miejscu Chińczyków obraziłbym się na Hongkong właśnie teraz, ale oni zachwycają się dostępem do Hongkongu i tworzą gigantyczne kolejki na granicy.
Kilka tygodni temu żona przekazała mi informację z chińskich mediów, że rząd, samorządy, władze lokalne w Chinach rezygnują z niektórych przywilejów, oczywiście ze względu na kryzys gospodarczy na całym świecie. Jednym z tych 'cięć' będzie brak kuponów na darmowe masaże! Ja wcale nie żartuję, ale między innymi takie przywileje mają ludzie powiązani z rządem, pracujący dla państwa w różnych biurach administracji. Wyobrażacie to sobie? W Polsce ludzie rozszarpali by urzędników, którzy za pieniądze z budżetu chodziliby na masaże. Władza w Kraju Środka ma zapewnione tysiące przywilejów: darmowe paliwo, pojazdy na użytek własny (najnowsze Mitsubishi, Toyoty, BMW - głównie terenowe), mieszkania, hotele, wycieczki, pełne wyżywienie... Możemy tylko żałować, że nie urodziliśmy się jako dziecko chińskiego ministra, albo jakiegoś inspektora policji, ha ha!
CZY WIECIE, ŻE... w Chinach praktycznie nie używa się żadnych przeklęństw w codziennej mowie. Nie ma typowo polskich przerywników typu ku..., pier..., itp. Ich język jest prosty, ale nie prostacki. Nie ważne czy mamy na myśli wypowiedzi wykładowcy z uniwersytetu, lekarza, górnika, taksówkarza, czy robotnika... u nich nie ma takiej praktyki, aby zabrudzać język. Są oczywiście przekleństwa, które stosują w wypadku awantury, ale w tłumaczeniu na polski takie bluzgi wywołałyby raczej uśmiech niż kogoś obraziły. No bo jak reagować, gdy ktoś obraża nas zwrotami "Twoja matka..." albo "Ty jesteś złe jajko", "Żółwie jajko". Co ciekawe mają wiele zamienników zamiast obraźliwych określeń. Na przykład prostytutka w pewnych kręgach byłaby nazwana bardzo obrzydliwie w Polsce, w Chinach to zwykle "kurczak" albo "panienka". Męskie przyrodzenie zwykli nazywać w skrócie "JJ" albo "młodszy brat", w Polsce mamy bardziej dosadne określenie, niestety.
