Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Byłem na targach bielizny w Shenzhen. Targi to nic specjalnego i nic nowego w tej branży, ale chodziło bardziej o modelki i zdjęcia. Okazło się jednak, że w ostatni dzień pokazów bielizny będzie niewiele, było za to wielu fotografów. Na trzy modelki przypadło jakiś dwustu gości z aparatami i telefonami-foto :-). Ja jak na złość nie miałem lampy, zdjęcia wyszły kiepskie, nie mogłem nawet patrzeć w wizjer, wszystko robiłem na wyczucie z ręki, ponad głowami kilku osób, które stały przede mną. Bielizna nie była zbyt modna, niektóre wzory naprawdę staroświeckie, ale oczywiście Chińczykom puszcza się bajer, że to jest francuska albo włoska kolekcja (produkowana w Chinach oczywiście). Ceny takiej bielizny to zwykle połowa pensji robotnika chińskiego. Jakość w miarę, ale nic specjalnego, a wzory chyba z dwudziestolecia międzywojennego. Żałuję, że nie byłem tam w pierwszy dzień, bo były profesjonalne modelki, kilka różnych pokazów i nawet jakaś aktorka z Hong Kongu.
Wczoraj ożeniłem się po raz drugi! Podczas przedstawienia w skansenie Splendid China zostałem porwany z tłumu widzów. Przebrano mnie w kapelusz słomiany, dostałem jakieś futro na plecy i strzelbę. Poczęstowano mnie kieliszkiem chińskiej wódki, a gdy chwyciłem kielich i krzyknąłem do widzów po chińsku: "Na zdrowie - ganbei", wszyscy się ucieszyli. Później pobiegliśmy z moim "opiekunem" ze sceny na zaplecze. Tam przedstawiono mi piękną, młodą dziewczynę w tradycyjnym chińskim stroju - "To twoja żona". Bardzo się ucieszyłem, nie mogłem się uskarżać. Przebrano mnie w strój weselny. Wyszliśmy razem, żonę zasłonięto czerwoną chustą. Poprosili, abym ją odsłonił. Ona oczywiście odepchnęła moją rękę. Powtórzyła to raz jeszcze, a ja krzyknąłem po chińsku: "Dlaczego!? Nie kochasz mnie". Widzowie wybuchnęli śmiechem. Ostatecznie zaloty zostały przyjęte i tańczyliśmy razem na moim weselu. Na koniec zaprowadzono mnie na zaplecze, dostałem drobny upominek i zabrano mi tradycyjne ubranie nowożeńców. Spojrzałem raz jeszcze na swoją "wybrankę" i powiedziałem "Teraz jesteś moją żoną". Młoda artystka tylko się uśmiechnęła. Wszystko wydarzyło się w pokazowej wiosce mniejszości Yi, skansen Splendid China w Shenzhen. Niestety akt małżeństwa nie był prawomocny, ale około pięćdziesięciu widzów ubawiło się moim kosztem. A ja dałem z siebie wszystko, aby rozkręcić to wesele i nawiązać kontakt z publicznością. Działo się, działo...
Moja żona wymieniała dzisiaj jakie wynalazki pochodzą z Chin. Gdy powiedziała, że papier odpowiedziałem - może gdyby nie papier laptopy pojawiłyby się wcześniej na świecie. Teraz przecież piszemy na laptopach, taki głupi żart.
Odnośnie bojkotu chińskich koszulek i innych produktów w związku z sytuacją w Tybecie. Takie koszulki jak na ironię są tańsze w Indiach i Pakistanie, bo tam bawełna jest tania, a w Chinach nie - to taki kolejny stereotyp. Możemy więc co najwyżej bojkotować koszulki poliestrowe. A skoro bojkotować rzeczy produkowane w Chinach to proszę pamiętać też o i-Podach, konsolach Playstation i telefonach Nokia, bo te i wiele innych "markowych" produktów są produkowane w Chinach, w okolicach Shenzhen. Niedowiarkom chętnie podam adres. Chodzi mi oczywiście o oryginalne wyroby, nie podróbki.
Odnośnie demonstracji w Tybecie... Chinom daleko do idealnego Państwa, ale wiele się tutaj zmieniło. Traktuję Chiny jako drugą ojczyznę, mam wielu przyjaciół pośród Chińczyków. W przyszłości będę tęsknił za krajem środka, gdy wrócę do Polski. Bojkot igrzysk zaszkodzi bardziej zwykłym ludziom niż cokolwiek w Chinach zmieni. Chińczycy to bardzo pokojowy i spokojny naród. Władza traktuje ich ostro i bezwzględnie, bo przy tej ilości ludzi inaczej się nie da. Ludzie, którzy nigdy tutaj nie mieszkali przez dłuższy czas nigdy tego nie zrozumieją. A najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy w Chinach nigdy nie byli, albo byli na targach kantońskich dwa razy i wydaje im się, że już wszystko wiedzą o tym kraju. Bojkot zaszkodzi zwykłym ludziom, sklepikarzom, hotelarzom, restauratorom, a władzę zbytnio nie wzruszy. Opinia Polski to już w ogóle mało co ich interesuje. Trzeba umieć oddzielić decyzje i agresje rządu od postępowania zwykłych obywateli. Zwykły Chińczyk nie czuje żadnej nienawiści do ludzi z Tybetu, to władza tłumi demostracje, a nie całe Chiny. Nie można winić całego kraju i oceniać Chiny na podstawie ostatnich wydarzeń. Kraj środka zmienia się na lepsze, krok po kroku. 50 lat temu miliony ludzi tutaj głodowało, dzisiaj mają większe szanse na przyzwoite życie, a nawet na jakiś sukces. Trzeba tylko umieć rozróżniać sprawy zwykłych ludzi od komunistycznej polityki. W Chinach spotkałem wielu prostych, życzliwych, pomocnych i szczerych ludzi, czy mam ich wynić za Tybet?
