Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
W Chinach 'rozluźniono' przepisy dotyczące jednego dziecka. Teraz wiele par może starać się legalnie o drugie dziecko. W rzeczywistości wiele osób (niektóre znam osobiście) ma już drugie dziecko, które nie jest zarejestrowane. Obecnie, aby uzyskać zgodę na drugiego potomka należy przygotować 16 różnych dokumentów! Przepisy są różne dla różnych rejonów, wszystko zależy od tego, czy pierwsze dziecko to chłopak czy dziewczynka, czy jeden z rodziców jest jedynakiem itp. W Kraju Środka dziecko to taki 'mały cesarz'. Widzę, jak bardzo babcie, dziadkowie ubóstwiają wnuczki, prześcigają się w zajmowaniu się maluchem, kupują różne cuda, specjalną biżuterię, buciki, organizują odpłatne, profesjonalne sesje zdjęciowe itd. Dochodzi jednak do sytuacji, że te rozpieszczone wnuczki, synkowie i córeczki nie chcą 'konkurencji' jakim jest rodzeństwo. Może brzmi to absurdalnie, ale w tak materialistycznym świecie starsze dzieci martwią się już teraz o podział majątku, a niektóre deklarują wprost, że zabiją nowonarodzonego brata lub siostrę. Straszne, ale prawdziwe.
Kiedyś postęp w Chinach mnie zachwycał, później mnie przerażał, a teraz już nie wiem jak to komentować, jest szokujący! Próbuję sobie czasem wyobrazić te mega-tony stali, betonu, szkła, aluminium itd. które są wykorzystane w budowie metra, wieżowców, tunelów... Zdarza się, że w jakimś mieście bywam 1-2 razy w roku. Okazuje się, że w tym czasie przybyły dwie linie metra, powstały cztery nowe drapacze chmur, a centrum handlowe wydłużyło się o kilometrowy pasaż podziemny. Prędkość budowy, przebudowy jest po prostu szokująca! W Polsce często nie da się zrobić metra, a w Shenzhen na przykład wycięto drzewa, przesunięto chodnik, położono nową nawierzchnię i ulica przesunęła się o cały pas. Obok stawia się mur i wykonuje głębokie wykopy pod metro. Nie twierdzę, że to jest bardzo ekologiczne, ale w Chinach jak coś trzeba zbudować kosztem zieleni, kosztem wyburzenia innych, starszych budynków to nie podlega to żadnym dyskusjom. Martwię się tylko, że któregoś dnia natura się za to wszystko zemści, bo akurat w Kraju Środka wiele rejonów jest zagrożonych powodziami, trzęsieniami ziemi czy tajfunami i tsunami.
W Chinach kupno auta nie stanowi już żadnego problemu. Ceny modeli wyprodukowanych w Europie są oczywiście znacznie wyższe ze względu na cło - Chiny promują własny przemysł samochodowy. Mimo to wielu mieszkańców Kraju Środka jeździ Mercedesami, BMW, Audi, czy nawet Jaguarami, Ferrari i Maseratti. Dla klasy średniej posiadanie jednego lub dwóch aut to już nie marzenie, ale standard. Pojawił się jednak inny problem - w dużych miastach, gdzie korki i smog stanowią poważny problem często ogranicza się lub nawet wstrzymuje wydawanie nowych numerów rejestracyjnych. Znajoma kupiła nowego VW Golfa za około 80000 PLN (w przeliczeniu). Może trudno w uwierzyć, ale uzyskanie tablic rejestracyjnych kosztowało ją dodatkowe 13000 PLN! Mieszka w Guangzhou i uczestniczyła w internetowej aukcji, gdzie można uzyskać numery dla auta. Nie można tych numerów sprzedawać, zamieniać czy rejestrować nowe auto i zachować stare numery. W licytacji nie widziała, jaka jest kwota minimalna i maksymalna, sama decyduje ile moża zaoferować za nowy numer rejestracyjny. Okazało się, że dzięki kwocie 27000 RMB udało jej się wygrać licytację. Śmiałem się, bo powiedziałem jej, że za taką kwotę wiele osób w Polsce po prostu kupuje auto. Chińczycy tak szybko się bogacą, że władza bardzo często nakłada różne kary, opłaty dodatkowe itp. Dotyczy to właśnie samochodów, nowonarodzonych dzieci (to się powoli ma zmienić), miejsc zameldowania, dostępu do szkół itp. Nie mówię tu nawet o łapówkach, ale oficjalnych opłatach. Co ciekawe to Chińczycy dosyć pokornie do tego podchodzą i płacą, nie buntują się - czyli po prostu stać ich na te opłaty.
Większość dwudziestolatków i trzydziestolatków w Polsce miała do czynienia z Lego i innymi zabawkami tego typu. Ludzie wiedzą mniej więcj co kupić swoim dzieciom i jak się tym bawić, dziadkowie też sobie jakoś z tym radzą. W Chinach jest inaczej, bowiem większość trzydziestolatków dorastała w ubogich warunkach - w najlepszym wypadku mieli książki, zeszyty, długopisy, czasem jakieś drobne zabawki. Ogólnie jednak pojęcie "zabawek" w Kraju Środka było obce. Dwudziestolatkowie żyli już w lepszym okresie, ale zabawki nie były tak ogólnodostępne, w zasadzie nie było nawet sklepów z zabawkami, a to co było produkowane to głównie eksport. Dlatego teraz chińskie mamy i ojcowie nie radzą sobie z wyborem zabawek i z ich obsługą. W zasadzie uczą się tego razem z dziećmi i bawią się z nimi, bo sami nie mieli takiej okazji. Co prawda posługują się I-Phonami, ale założenie kasku na ludzika Lego to już bardziej skomplikowana czynność ;-). Pewien znajomy popsuł też dosyć szybko auto zdalniesterowane synka, bo nie wiedział, jak je obsługiwać. Niektórym włożenie baterii do zabawki też sprawia trudność. Oczywiście z nikogo się nie naśmiewam, ale te różnice pokoleniowe w kwestiach technologii i zabawek są niebywałe. Co mają powiedzieć dziadkowie tych wnuczków, którzy mają teraz praktycznie wszystko? Widziałem jak dziadkowie po prostu dają zabawki maluchowi i zostawiają go z tym "problemem", bo sami nie wiedzą jak się bawić. Nie mówię tu tylko o jakiś robotach czy konsolach, ale o zupełnie prostych zabawkach dla niemowlaków, niektórzy dziadkowie nie wiedzą nawet jak się angażować w zabawę. Tak więc teraz chińskie maluchy mają wszystko, ale nie mają odpowiednich kompanów i nauczycieli zabaw wśród dorosłych.
Rozpoczął się Rok Konia! Już nie będę jak co roku pisał o tradycjach, jedzeniu, symbolice itp. Chciałem tylko zwrócić uwagę na jedną rzecz... Chińczycy bardzo często w ten dzień życzą sobie - dużo pieniędzy! Wręczają sobie także czerwone koperty z gotówką w środku. Przyznam, że z roku na rok te koperty stają się coraz grubsze. Społeczeństwo się bogaci! Problem w tym, że jak komuś się gorzej wiedzie i nadchodzi Nowy Rok to musi się przygotować na większe wydatki i kredyty. Jeśli w rodzinie jest nowonarodzone dziecko lub są nowożeńcy to wszyscy wujkowie, ciotki, kuzyni wręczają im koperty na Nowy Rok. Poprzeczka wartości tych kopert jest coraz wyższa. Na początku, gdy byłem tu pierwszy raz rodziny wręczały sobie 50-100 RMB (25-50 PLN). Teraz zaczynają szaleć, bo standardowe kwoty to 500-800 RMB, a zdarzają się nawet tysiące. Jeszcze trochę to zmienią tradycję i zamiast kopert będą czerwone walizki! Ha ha! Ucieszyliby się producenci walizek. Ogólnie chodzi mi o to, że z jednej strony ludziom się dobrze powodzi, z drugiej trochę im uderza do głowy. Mam znajomych, którzy się zmienili przez pieniądze, są inni, niby bardziej światowi, ale też zarozumiali. Czasami mam wrażenie, że zapominają o innych - o wyzysku, o biednych prowincjach, o sile roboczej, której ciężko się żyje w dużych miastach, są drugą kategorią ludzi. Czasami te życzenia "pieniędzy", ten cały materializm, to porównywanie się, prześciganie staje się męczące i trudno mi to zrozumieć. Pieniądze warto mieć, ale jednak zdrowie i szczęśliwa rodzina są najważniejsze!
