Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Wtorek, 31 sierpień 2010 godz. 02:19

Mam ogromne zaległości w dodawaniu zdjęć. Wytłumaczę dlaczego... czasami nie mam ciekawych tematów, innym razem wiele się dzieje, albo gdzieś podróżuję. W takich sytuacjach przywożę zwykle 200-500 zdjęć. Oczywiście trzeba je wybrać, nie chcę też dodawać jednego tematu w kilkunastu ujęciach, bo bym zanudził odwiedzających tą stronę. Mimo wszystko postaram się dzisiaj dodać nowe zdjęcia, różne tematy i miejsca. Niektóre są już nieco przestarzałe, ale na pewno dla osób interesujących się Państwem Środka będą ciekawe. Tak więc zapraszam do galerii!

Piątek, 27 sierpień 2010 godz. 04:49

Ostatnio dałem się nabrać na polskie czekoladki. Firma Hildebrand z Polski oferuje swoje wyroby w Chinach, czekoladki w trzech smakach. Pakowanie i dystrybucja odbywa się przez Hong Kong. Kupiłem takie opakowanie za około 6 PLN, wyglądało na to, że w środku jest około 20-25 czekoladek. Jak się okazało było to tylko oszukańcze opakowanie z Hong Kongu. Czekoladki stanowiły około 40% opakowania, reszta to po prostu cwanie złożony karton otaczający 9 czekoladek! W środku jest wycięty romb, żeby było widać czekoladki. Problem w tym, że smakołyki stanowią właśnie tylko ten romb. Niezbyt uczciwe postępowanie. Dobre słodycze są ogólnie drogie w Chinach, ale czy trzeba je sprzedawać razem z kartonem, żeby pozornie było taniej i więcej? Kiedyś ryż mieszano z piaskiem, żeby było wydajniej!

Poniedziałek, 23 sierpień 2010 godz. 04:31

Nawiązując do poprzedniego wpisu... okazało się, że pokazałem środkowy palec nie byle komu, bo samemu vice premierowi - Wen Jia Bao. Jak się okazało w sobotę była jakaś większa impreza na placu przed Urzędem Miejskim, wszędzie pełno policji i chińskich ORMOwców. Znowu mnie zatrzymali jak jechałem rowerem, tym razem niezbyt byli przekonani czy mają mnie zatrzymać, ale sam zrezygnowałem z tej trasy, po co mam się pchać do gniazda tych komunistycznych świń?! Vice premier odwiedził nawet nasze osiedle. Oczywiście nic o tym nie wiedzieliśmy. Spotkał się z emerytkami, bo wiadomo takie starsze panie kochają władzę i na nic nie będą narzekać. Urządziły mu nawet pokaz - taniec z paletkami. Widziałem to w telewizji, a wszystko działo się dosłownie trzy skrzyżowania za naszym mieszkaniem. Po tym pięknym pokazie starsze panie tak ładnie biegły i machały do premiera. Taka żałosna propaganda, ja się po prostu z tego śmieję, a oni w to tak bardzo wierzą, czują się tacy wyróżnieni, taki zaszczyt! Sam vice premier oglądał paletkowy taniec, cudownie! Shenzhen obchodzi w piątek 30-lecie założenia miasta, już sobie wyobrażam ile wszędzie będzie policji, kontroli, blokad... już teraz na jednej z bardziej zatłoczonych stacji metra wprowadzili skanowanie bagaży jak na lotnisku. Oczywiście dobrze, że na zimnę dmuchają, ale oni raczej nie chronią zwykłych obywateli, chodzi bardziej o to, żeby nikt nie przewoził broni czy ładunków metrem, a byłyby one przeznaczone do jakiegoś zamachu na politykach. Ich władza nigdy nie przejmuje się zwykłymi obywatelami, ale świetna propaganda sprawia, że naród myśli inaczej.

Sobota, 21 sierpień 2010 godz. 06:48

Wczoraj znowu przekonałem się, jak chińska władza kocha swoich obywateli. Jechałem na kolarzówce główną trasą w Shenzhen. Po chwili zobaczyłem, że na każdym skrzyżowaniu stoi kilku policjantów, domyśliłem się, że będzie jechała jakaś kolumna rządowa, pojazdy VIPów. Na trasę wjechało dwóch wystrojonych policjantów na motorach. Jeden z nich podjechał do mnie po dwóch kilometrach i przez głośnik mówił, żebym zjechał z drogi. Nie bardzo go posłuchałem, a on odjechał. Dwa skrzyżowania później zagęściło się od policji i się zatrzymałem. Niektórzy w mundurach, inni po cywilnemu, tajniacko. Dwóch mundurowych powiedziało, żebym się przesunął dosłownie o 20cm, z pobocza bliżej chodnika. Ok, po chwili się przesunąłem. Dwie minuty później zmienili koncepcję i kazali się wszystkim usunąć jeszcze dalej. Gliniarz klepną mnie po plecach i mówi "Solli, solli". No to się przesunąłem jeszcze dalej i przygotowałem się do powitania konwoju komunistycznych wieprzy. Gdy wjechały policyjne motory, terenowe Mitsubishi, i busy z VIPami zacząłem do nich machać dla żartu. Najpierw tak normalnie, otwartą dłonią, a później środkowym palcem. Gliny raczej tego nie zrozumiały, ale i tak podszedł jeden tajniak i mnie zasłaniał, pokazywał, żebym nie machał do nich. A ja krzyczałem i machałem "welcome in Shenzhen". Miałem z tego niezły ubaw i tym sposobem przeszedłem do opozycji. Nienawidzę tych grubych komunistycznych świń! Nienawidzę tego całego wyzysku i niesprawiedliwości, mam dość tej propagadny i cenzury. A jeszcze bardziej wkurza mnie, jak mnie policja zatrzymuje przy fajnej jeździe, miałem przyjemny wiatr w plecy, jechałem 40-45 km/h. Skoro władza twierdzi, że Chińczycy tak ich kochają, czemu nie pozwolą im podejść bliżej, rzucać kwiaty, machać i pozdrawiać wszystkich? Prawda jest taka, że ta władza ma za zadanie tylko zastraszać i kontrolować tych ludzi. Jak tylko kolumna zniknęła to wszyscy policjanci dosłownie rozpłynęli się w powietrzu. Nie widziałem prawie żadnego mundurowego później na tej trasie. Jak widać mają spore rezerwy do ochrony VIPów i rozpędzania zamieszek, zabezpieczania imprez masowych.

Niedziela, 15 sierpień 2010 godz. 06:45

Od tego roku żałoby narodowe stały się bardzo popularne w Chinach. Czasem mam wrażenie, że podpatrzyli to w Polsce po śmierci Jana Pawła II, po katastrofie rządowego samolotu... dzisiaj jest właśnie dzień żałoby w Kraju Środka. Większość stron WWW jest czarno-biała, w telewizji wstrzymano wiele rozrywkowych kanałów, nie ma filmów na żądanie, telewizja pokazuje dramat ludzi. Żałoba to narzędzie marketingowe komunistycznego rządu. Doskonale scala naród, można im łatwo wyprać mózgi, manipulować masą, a także odwrócić uwagę od innych problemów. Nie można przecież władzy winić za katastrofy naturalne?! Można za to wykorzystać tą tragedię do marketingu i propagandy. Zobaczcie: rząd współczuje, rząd dba o zwykłych obywateli, rząd wam pomaga, wspiera was, władza wysyła wojsko i sprzęt by wszystkim pomóc. Obowiązkowo wszystko musi być sfilmowane i na okrągło pokazywane w telewizji. Przeciętny obywatel Chin kupuje te bajki bardzo szybko. Ufa władzy, wierzy w ich pomoc i 'dobre serce'. Ciekawe, że kilka lat wcześniej nigdy nie liczyli ofiar i nic ich nie obchodziło. Teraz widzą, jak wielką siłę ma narodowa żałoba. Szkoda tylko, że ofiary traktują jako narządzia swojego propagadowego show!

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone