Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Mam ogromne zaległości w dodawaniu zdjęć. Wytłumaczę dlaczego... czasami nie mam ciekawych tematów, innym razem wiele się dzieje, albo gdzieś podróżuję. W takich sytuacjach przywożę zwykle 200-500 zdjęć. Oczywiście trzeba je wybrać, nie chcę też dodawać jednego tematu w kilkunastu ujęciach, bo bym zanudził odwiedzających tą stronę. Mimo wszystko postaram się dzisiaj dodać nowe zdjęcia, różne tematy i miejsca. Niektóre są już nieco przestarzałe, ale na pewno dla osób interesujących się Państwem Środka będą ciekawe. Tak więc zapraszam do galerii!
Ostatnio dałem się nabrać na polskie czekoladki. Firma Hildebrand z Polski oferuje swoje wyroby w Chinach, czekoladki w trzech smakach. Pakowanie i dystrybucja odbywa się przez Hong Kong. Kupiłem takie opakowanie za około 6 PLN, wyglądało na to, że w środku jest około 20-25 czekoladek. Jak się okazało było to tylko oszukańcze opakowanie z Hong Kongu. Czekoladki stanowiły około 40% opakowania, reszta to po prostu cwanie złożony karton otaczający 9 czekoladek! W środku jest wycięty romb, żeby było widać czekoladki. Problem w tym, że smakołyki stanowią właśnie tylko ten romb. Niezbyt uczciwe postępowanie. Dobre słodycze są ogólnie drogie w Chinach, ale czy trzeba je sprzedawać razem z kartonem, żeby pozornie było taniej i więcej? Kiedyś ryż mieszano z piaskiem, żeby było wydajniej!
Nawiązując do poprzedniego wpisu... okazało się, że pokazałem środkowy palec nie byle komu, bo samemu vice premierowi - Wen Jia Bao. Jak się okazało w sobotę była jakaś większa impreza na placu przed Urzędem Miejskim, wszędzie pełno policji i chińskich ORMOwców. Znowu mnie zatrzymali jak jechałem rowerem, tym razem niezbyt byli przekonani czy mają mnie zatrzymać, ale sam zrezygnowałem z tej trasy, po co mam się pchać do gniazda tych komunistycznych świń?! Vice premier odwiedził nawet nasze osiedle. Oczywiście nic o tym nie wiedzieliśmy. Spotkał się z emerytkami, bo wiadomo takie starsze panie kochają władzę i na nic nie będą narzekać. Urządziły mu nawet pokaz - taniec z paletkami. Widziałem to w telewizji, a wszystko działo się dosłownie trzy skrzyżowania za naszym mieszkaniem. Po tym pięknym pokazie starsze panie tak ładnie biegły i machały do premiera. Taka żałosna propaganda, ja się po prostu z tego śmieję, a oni w to tak bardzo wierzą, czują się tacy wyróżnieni, taki zaszczyt! Sam vice premier oglądał paletkowy taniec, cudownie! Shenzhen obchodzi w piątek 30-lecie założenia miasta, już sobie wyobrażam ile wszędzie będzie policji, kontroli, blokad... już teraz na jednej z bardziej zatłoczonych stacji metra wprowadzili skanowanie bagaży jak na lotnisku. Oczywiście dobrze, że na zimnę dmuchają, ale oni raczej nie chronią zwykłych obywateli, chodzi bardziej o to, żeby nikt nie przewoził broni czy ładunków metrem, a byłyby one przeznaczone do jakiegoś zamachu na politykach. Ich władza nigdy nie przejmuje się zwykłymi obywatelami, ale świetna propaganda sprawia, że naród myśli inaczej.
Wczoraj znowu przekonałem się, jak chińska władza kocha swoich obywateli. Jechałem na kolarzówce główną trasą w Shenzhen. Po chwili zobaczyłem, że na każdym skrzyżowaniu stoi kilku policjantów, domyśliłem się, że będzie jechała jakaś kolumna rządowa, pojazdy VIPów. Na trasę wjechało dwóch wystrojonych policjantów na motorach. Jeden z nich podjechał do mnie po dwóch kilometrach i przez głośnik mówił, żebym zjechał z drogi. Nie bardzo go posłuchałem, a on odjechał. Dwa skrzyżowania później zagęściło się od policji i się zatrzymałem. Niektórzy w mundurach, inni po cywilnemu, tajniacko. Dwóch mundurowych powiedziało, żebym się przesunął dosłownie o 20cm, z pobocza bliżej chodnika. Ok, po chwili się przesunąłem. Dwie minuty później zmienili koncepcję i kazali się wszystkim usunąć jeszcze dalej. Gliniarz klepną mnie po plecach i mówi "Solli, solli". No to się przesunąłem jeszcze dalej i przygotowałem się do powitania konwoju komunistycznych wieprzy. Gdy wjechały policyjne motory, terenowe Mitsubishi, i busy z VIPami zacząłem do nich machać dla żartu. Najpierw tak normalnie, otwartą dłonią, a później środkowym palcem. Gliny raczej tego nie zrozumiały, ale i tak podszedł jeden tajniak i mnie zasłaniał, pokazywał, żebym nie machał do nich. A ja krzyczałem i machałem "welcome in Shenzhen". Miałem z tego niezły ubaw i tym sposobem przeszedłem do opozycji. Nienawidzę tych grubych komunistycznych świń! Nienawidzę tego całego wyzysku i niesprawiedliwości, mam dość tej propagadny i cenzury. A jeszcze bardziej wkurza mnie, jak mnie policja zatrzymuje przy fajnej jeździe, miałem przyjemny wiatr w plecy, jechałem 40-45 km/h. Skoro władza twierdzi, że Chińczycy tak ich kochają, czemu nie pozwolą im podejść bliżej, rzucać kwiaty, machać i pozdrawiać wszystkich? Prawda jest taka, że ta władza ma za zadanie tylko zastraszać i kontrolować tych ludzi. Jak tylko kolumna zniknęła to wszyscy policjanci dosłownie rozpłynęli się w powietrzu. Nie widziałem prawie żadnego mundurowego później na tej trasie. Jak widać mają spore rezerwy do ochrony VIPów i rozpędzania zamieszek, zabezpieczania imprez masowych.
Od tego roku żałoby narodowe stały się bardzo popularne w Chinach. Czasem mam wrażenie, że podpatrzyli to w Polsce po śmierci Jana Pawła II, po katastrofie rządowego samolotu... dzisiaj jest właśnie dzień żałoby w Kraju Środka. Większość stron WWW jest czarno-biała, w telewizji wstrzymano wiele rozrywkowych kanałów, nie ma filmów na żądanie, telewizja pokazuje dramat ludzi. Żałoba to narzędzie marketingowe komunistycznego rządu. Doskonale scala naród, można im łatwo wyprać mózgi, manipulować masą, a także odwrócić uwagę od innych problemów. Nie można przecież władzy winić za katastrofy naturalne?! Można za to wykorzystać tą tragedię do marketingu i propagandy. Zobaczcie: rząd współczuje, rząd dba o zwykłych obywateli, rząd wam pomaga, wspiera was, władza wysyła wojsko i sprzęt by wszystkim pomóc. Obowiązkowo wszystko musi być sfilmowane i na okrągło pokazywane w telewizji. Przeciętny obywatel Chin kupuje te bajki bardzo szybko. Ufa władzy, wierzy w ich pomoc i 'dobre serce'. Ciekawe, że kilka lat wcześniej nigdy nie liczyli ofiar i nic ich nie obchodziło. Teraz widzą, jak wielką siłę ma narodowa żałoba. Szkoda tylko, że ofiary traktują jako narządzia swojego propagadowego show!
