Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Ciągle słyszymy o rozwoju Chin, o wielkiej potędze gospodarczej. Prawda jest taka, że Kraj Środka to wielki smok na drewnianych nóżkach. Nie jest to wcale kraj, który się rozwija, który jest potęgą. Większość statystyk i danych jest zakłamana! Rząd manipuluje liczbami, ma też wpływ na zagraniczne opinie o Chinach. Gdyby Chiny były taką wielką potęgą na ulicach nie byłoby żebraków, wszyscy Chińczycy mieliby równy i nieograniczony dostęp do edukacji i opieki zdrowotnej, rozwój kraju byłby wyrównany, jednolity i dotyczyłby wszystkich grup i klas społecznych, istniałby system emerytur i ubezpieczeń, pomoc socjalna. W tej chwili żaden robotnik czy rolnik nie ma prawa głosu, nie mają prawa zakładać żadnych organizacji czy związków, nikt nie dba o ich interesy czy prawa. Partia komunistyczna kontroluje każdy aspekt życia! Klasa średnia jest ściśle zależna od władzy i naiwne są oceny, że bogaci Chińczycy doprowadzą do demokracji. Nadal istnieje wiele firm, które przynoszą straty, ale te straty są pokrywane z pieniędzy z banków, banki są państwowe, więc partia decyduje o przepływie środków finansowych. Wiele firm funkcjonuje w oparciu o kredyty, których często nie muszą spłacać. Różnice będę pokrywane z pieniędzy państwowych, te same pieniądze są wykorzystawane na podróże, obiady i kolacje, rozrywkę, bary, masaże, prostytutki... Wiele państwowych firm nie musi wcale przejmować się ujemnym bilansem. Wszystkie dane są zakłamane, a niektóre wręcz ukryte. Oczywiście przybywa bogatych ludzi, ale zwykle są oni bezpośrednio lub pośrednio powiązani z partią. Cały czas funkcjonowanie tego państwa oparte jest o wyzysk miliarda ludzi przez kilka milionów. Cały sukces polega na tym, aby tą armię ludzi wykorzystywać, manipulować nimi, przedstawiać im każdy błąd jako sukces partii, aby tacy ludzie nigdy wiele nie oczekiwali, ale dawali wiele od siebie poprzez ciężką pracę, aby po prostu dawali się wykorzystywać. Jak narazie to wszystko funkcjonuje dosyć sprawnie dzięki propagandzie i cenzurze. I tak tworzy się niby-wielka gospodarka.
Poprzedni wpis przypomina mi jeszcze jedną wypowiedź... mój znajomy, który radzi sobie bardzo dobrze, jest szefem biura firmy farmaceutycznej. Ma żonę, niedawno urodziło im się dziecko, kupił już mieszkanie w dosyć przyjaznym otoczeniu jak na Chiny i ma już prywatny samochód (tak jakby służbowy mu w czymś przeszkadzał). Otóż ostatnio na kolacji powiedział, że co mogą zrobić Chińczycy? Nic! Przecież nie staną przeciwko armii, nie mają broni, czołgów. Mogą tylko zgadzać się z władzą i wszystko akceptować, jak to ujął muszą się dostosować do chińskich warunków! Od razu przypomniał mi się Tian An Men. Ten znajomy stwierdził, że skoro jest jedna, komunistyczna partia w Chinach to nic sie nie zmieni. Nie do końca podzielamy jego opinię, bo w ten sposób 40-milionowa mafia pod szyldem partii komunistycznej wykorzystuje miliard ludzi. Ci ludzie zawsze będą potulni, posłuszni, nie mają żadnych praw, czy przywilejów, tylko obowiązki wobec ojczyzny. Oczywiście ogromnej grupie ludzi, którym się powodzi nie zależy wcale na zmianach w Chinach, na sprawiedliwości, prawach człowieka, równości i praworządności. To są dla nich pojęcia obce, ważne, że zarabiają pieniądze w legalny lub nielegalny sposób. Jak widać jest duża grupa ludzi, którzy nie potrzebują i nie chcą zmian, a już na pewno nie pójdą na barykady, aby walczyć o zmiany w Państwie Środka.
Asystentka mojej żony umawia się ostatnio na randki z jakimś wojskowym. Spotkania zostały zaaranżowane przez matkę dziewczyny i siostrę tego wojskowego. Powiedziałem ostatnio, że jak to jest chiński wojskowy to może mieć trochę wyprany mózg. Moja żona powiedziała mi, że on sam się do tego przyznał. Powiedział, że Amerykanie, Anglicy mają problemy psychiczne po wojnach w Iraku, czy Afganistanie, były przecież serie samobójstw, depresji. Ten Chińczyk powiedział, że ich żołnierz nigdy nie ma z tym problemu. Oni mają tak wyprane mózgi, są poddani tak silnej propagandzie przez kilkanaście lat, że zawsze wierzą, iż działają w słusznej sprawie. Gdyby wysłali go do tłumienia jakiś zamieszek, czy strajku to bez problemu zabijaliby bezbronnych ludzi. Jak to ujął: dla nich to tylko jak jakaś blokada drogi, którą trzeba zniszczyć. Fajne chłopaki! Już teraz wiem, jak sobie radzą z Ujgurami i Tybetańczykami.
Życie dla wielu Chińczyków staje się bardzo schematyczne: szkoła - studia - dziewczyna/chłopak - szybkie narzeczeństwo zgodnie z wolą rodziców - ślub - mieszkanie - samochód - dziecko. Wielu z tych ludzi nie dostrzega nawet, że stają się bardzo nudni i monotematyczni dla innych. Ostatnio byłem świadkiem, jak dwie młode Chinki rozmawiały o cenach mieszkań w Ningbo. Jedna z nich tak bardzo zaangażowała się w rozmowę, że prawie zaczęła krzyczeć z podniecenia. Niektóre znajome mojej żony potrafią cały dzień rozmawiać o dzieciach. Przy obiedzie mówią o karmieniu piersią, wymiotach i biegunkach niemowlaków. Wspominałem już, o kursie na prawo jazdy i wymarzonych samochodach! Stają się naprawdę przewidywalni, nudni i zwykli, stają się jedną wielką masą średniozamożnych Chińczyków, rodzina jest dla nich ważna, ale głównym narzędziem zapewniającym im szczęście są pieniądze. Jest ogrmona presja społeczeństwa, żeby być zamożnym, zaradnym, bogatym. Sam znam kilka dziewczyn, które wyszły za mąż tylko dlatego, że facet miał już mieszkanie i samochód. Tak zwykle postępują bardziej nieśmiali czy niezbyt przystojni Chińczycy. Próbują zarobić sporo pieniędzy, kupić mieszkanie, samochód, a narzeczona szybko się znajdzie. Ten sam mężczyzna bez mieszkania i samochodu nigdy nie znalazłby żony! Smutne, ale takie są teraz realia.
Dzisiaj znajoma powiedziała mi, że zapisała się na kurs prawa jazdy. Zapytałem, jaki to koszt, okazuje się, że dosyć duży. 4380 RMB, czyli w przeliczeniu około 2000 PLN. Jak na Chiny nie są to małe pieniądze! Weźmy jeszcze pod uwagę to, jak oni ich uczą! Zero rozsądku, zero racjonalnego myślenia, zero bezpieczeństwa, zero wyobraźni. Koszt takiego treningu nie jest wysoki, jeżdżą zwykłymi VW, paliwo jest praktycznie o połowę tańsze niż w Polsce, wynika z tego, że szkoły nauki jazdy to kolejny świetny biznes! Chińczycy po prostu masowo ustawiają się po prawo jazdy, a marzenie 99% Chińczyków to posiadać własne auto, więc ten biznes na pewno nie jest zagrożony. Zarabiają piękne pieniądze, a niczego ich nie uczą, upychają ich w samochodzie po 4-5 osób w czasie kursu, a ostatnio widziałem nawet instruktora, który miał może 25-28 lat, sam ma pewnie prawo jazdy od kilku lat.
