Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
W Chinach, ludzie, którzy pracują w tak zwanej "budżetówce", czyli wszyscy urzędnicy, wojskowi, policjanci, a także dziennikarze (pełna kontrola nad mediami), czy pracownicy przemysłu energetycznego, inżynierowie, kontrolerzy... wszyscy ci pracownicy zwykle nie są zbyt zajęci, a otrzymują bardzo wysokie pensje. Już kilka razy spotkałem młodych ludzi, którzy mieli do czynienia z takim systemem pracy: zaczynają pracę kiedy chcą, bez pośpiechu, siedzą - piją herbatkę, czytają gazety, wykonują jakiś jeden raport, czy napiszą kilka zdań, 90% czasu w biurze to czas wolny. Ludzie, którzy mają chociaż odrobinę ambicji uciekają z takich miejsc. Nie chcą tych pieniędzy, nie chcą bezczynnie siedzieć. Mój znajomy uciekł z firmy zajmującej się paliwami do japońskiej korporacji, handluje podzespołami elektronicznymi, jest ambitny, ciężko pracuje, próbuje się rozwijać. On jest może wyjątkiem, ale jest cała armia ludzi, którym pasuje przesiadywanie w urzędach państwowych, uczestniczą w tym systemie, są trybikiem tej wielkiej zakłamanej machiny i w sumie im to bardzo odpowiada. Poza tym są "nietykalni", koneksje, układy, stanowiska pozwalają im wysyłać dzieci na studia za granicę, unikać odpowiedzialności za przestępstwa czy wypadki, korzystać z wielu przywilejów (samochody, paliwo, hotele, masaże, łapówki, prezenty, ubezpieczenia, mieszkania), a nawet posyłać swoich wrogów do więzienia, czy po prostu utrudniać życie innym ludziom, którzy stanęli na ich drodze. Zastanawiam się właśnie, jaki jest odsetek tych ludzi w całym społeczeństwie? Jeśli jest to wielka grupa (a domyślam się, że tak jest) to ci ludzie nigdy nie pozwolą zniszczyć czy zmienić tego systemu.
I tak jak mówiłem, Chińczycy olali ten mecz tenisowy! Pokazali jakieś fragmenty z dekoracji, gdy na podium była Chińska zawodniczka i udzielała wywiadu. Wtedy aż dwa programy TV to transmitowały. Jak można nie pokazywać półfinału imprezy, której jest się organizatorem? Bardzo interesujące... Na finał już nawet nie czekam, niech w Chinach rządzi polityka i propaganda, precz ze sportem! Jeśli już to niech wygrywają Chińczycy i niech ich pięknie telewizja prezentuje, jako bohaterów narodowych.
Tenisem się za bardzo nie interesuję, ale dokładnie teraz, w tym czasie w półfinałach China Open 2009 gra Agnieszka Radwańska. Nie mam pojęcia dlaczego żaden program TV w Chinach tego nie pokazuje?! Przecież impreza odbywa się w Chinach? Kraj Środka zawsze faworyzuje swoich reprezentantów. Jeśli impreza nie dotyczy Chińczyków, a odbywa się tutaj, to przecież nie jest istotne kto z kim gra i kto wygra? Drugi powód takiego postępowania to oczywście względy polityczne. O Polsce mówi się mało. Gospodarczo dla Chińczyków to praktycznie żaden partner. Mały kraj, który popiera Tybet, Tajwan, organizuje spotkania z Dalejlamą, walczy o prawa człowieka, krytykuje otwarcie Chiny, bojkotuje Olimpiadę. W odpowiedzi - na temat Polski i Polaków należy milczeć. Żadnych newsów, żadnych sukcesów, osiągnięć. Polka gra z Francuzką, a Francja też Chinom podpadła rok temu - bojkot Carrefoura, wojna słowna z merem Paryża i tak samo spotkanie Dalejlamy. Możliwe, że będzie jakaś transmisja (albo fragmenty), ale jak narazie to leci "Dziennik" - na wszystkich pięćdziesięciu kanałach, jak prać mózgi to raz a porządnie!
Dzisiaj 60-ta rocznica odzyskania niepodległości w Chinach. Piękna i wielka parada wojskowa w Pekinie, domyślam się, że miasto jest sparaliżowane. Zamknięte główne ulice, kontrole bagażu, opuszczone budynki otaczające plac Tian An Men. Dla Chińczyków to bardzo ważne święto. Sam miałem okazję uczestniczyć (i oczywiście robić zdjęcia) w lokalnych obchodach i przedstawieniu poświęconemu świętu niepodległości. Nie trudno zaobserwować dumę narodową, poczucie jedności, patriotyzm, które to uczucia są w pewnym sensie podsycone propagandą, ale nawet bez tej propagandy wielu Chińczyków kocha swoją ojczyznę. Pomijając komunizm myślę, że możemy im trochę zazdrościć tego poczucia wspólnoty, siły i dumy narodowej. Mimo wszystko życzę im, aby kolejne lata przyniosły więcej swobód, aby ludzie mieli prawa, nie tylko obowiązki, aby mieli świadomość wartości swojego życia i pracy, aby niczego nie musieli poświęcać i wyrzekać się przyjemności. A moje największe życzenie, żeby w końcu pokolenie ludzi zakochanych w Mao i ogłupionych propagandą, zostało zastąpione młodymi, wykształconymi i świadomymi Chińczykami, którzy odmienią losy swojego narodu i nigdy za ten naród nie będę się wstydzić. Ps. I żeby zdjęli w końcu ten portret i zmielini banknoty! ZhongGuo WanSui!!!
Pisałem już wcześniej, że w Chinach nie ma jako takiego obowiązkowego ubezpieczenia (jak ZUS). Oczywiście teraz ludzie wykupują prywatne ubezpieczenia, albo firmy robią to w ich imieniu. Gdy jest się mieszkańcem danego miasta, z meldunkiem w tym właśnie mieście, ma się kartę ubezpieczenia społecznego. Nieważne, czy ma się ubezpieczenie, czy nie dla szpitala pacjent jest jak bankomat. Znajoma wybiła sobie palec. Pierwszy dzień badania w szpitalu, prześwietlenie, sporo papierków, 3 godziny minęły. Lekarze nalegają, żeby została w szpitalu, ona jednak nocuje w domu. Drugi dzień badania krwi, moczu... jaki to ma związek z ortopedią? Nalegają na drugie prześwietlenie - pewnie, przecież to samo zdrowie naświetlać się x-rayem. Planują zabieg, muszą wstawić jakiś element wart 1300 PLN. Dziewczyna obok w pokoju szpitalnym mówi, że jest tu już tydzień, bo skaleczyła sobie palec. Im dłużej w szpitalu, im więcej badań tym więcej pieniędzy. To nie jest tak jak w Polsce, że szpital pracuje za darmo, żeby komuś pomóc i ma milionowe długi. Lekarz powiedział mojej znajomej już w pierwszy dzień, że ma wpłacić depozyt około 900 PLN, ona powiedziała, że 450 PLN, on się zgodził... czy to jest służba zdrowia czy targowisko? Ubezpieczenie działa tak, że płaci się gotówkę - a później na podstawie dokumentów firma ubezpieczająca pokrywa te koszta. W przypadku, gdy ktoś ma drobne schorzenie, a nie ma ubezpieczenia, lekarze jak się domyślam nastraszą go tak, że zostanie w szpitalu 10 dni (bo tak mówili w sprawie wybitego palca). Naszpikują człowieka kroplówkami, zastrzykami, zrobią 3 razy prześwietlenie, zbadają 2 razy mocz i krew, a to wszystko jest jak lista wykonanych usług na fakturze. W chińskim szpitalu niczego nie robi się za darmo. Wyobraźcie sobie teraz robotnika, który stracił rękę, czy złamał na budowie nogę? Jego los zależy od szefa tej firmy. Może po prostu machnąć ręką na niego i człowiek jest kaleką całe życie, albo uzyska pomoc w szpitalu i zadłuży się na setki tysięcy yuanów u rodziny i znajomych (jeśli w ogóle są mu w stanie pomóc). W niektórych nagłych przypadkach pacjenci pewnie woleliby umrzeć, bo gdy wybudzą się z narkozy i zobaczą rachunki za każde przesunięcie łóżka i zmierzenie temperatury to po prostu się popłaczą. I taki to jest komunizm proszę państwa! Według tych pięknych haseł państwo powinno się wszystkimi opiekować i wszyscy jesteśmy równi, mamy takie same prawa i przywileje (w Chinach przywilejów nie ma, ale są obowiązki). Ostatecznie znajoma zrezygnowała z zabiegu. Według mnie tak jest lepiej, bo tutaj szpital będzie tylko szukał pretekstu do kolejnych badań, zabiegów... im gorszy stan pacjenta tym lepiej dla szpitala. Taka jest tutaj filozofia.
