Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Sobota, 10 październik 2009 godz. 12:30

Tenisem się za bardzo nie interesuję, ale dokładnie teraz, w tym czasie w półfinałach China Open 2009 gra Agnieszka Radwańska. Nie mam pojęcia dlaczego żaden program TV w Chinach tego nie pokazuje?! Przecież impreza odbywa się w Chinach? Kraj Środka zawsze faworyzuje swoich reprezentantów. Jeśli impreza nie dotyczy Chińczyków, a odbywa się tutaj, to przecież nie jest istotne kto z kim gra i kto wygra? Drugi powód takiego postępowania to oczywście względy polityczne. O Polsce mówi się mało. Gospodarczo dla Chińczyków to praktycznie żaden partner. Mały kraj, który popiera Tybet, Tajwan, organizuje spotkania z Dalejlamą, walczy o prawa człowieka, krytykuje otwarcie Chiny, bojkotuje Olimpiadę. W odpowiedzi - na temat Polski i Polaków należy milczeć. Żadnych newsów, żadnych sukcesów, osiągnięć. Polka gra z Francuzką, a Francja też Chinom podpadła rok temu - bojkot Carrefoura, wojna słowna z merem Paryża i tak samo spotkanie Dalejlamy. Możliwe, że będzie jakaś transmisja (albo fragmenty), ale jak narazie to leci "Dziennik" - na wszystkich pięćdziesięciu kanałach, jak prać mózgi to raz a porządnie!

Czwartek, 1 październik 2009 godz. 03:29

Dzisiaj 60-ta rocznica odzyskania niepodległości w Chinach. Piękna i wielka parada wojskowa w Pekinie, domyślam się, że miasto jest sparaliżowane. Zamknięte główne ulice, kontrole bagażu, opuszczone budynki otaczające plac Tian An Men. Dla Chińczyków to bardzo ważne święto. Sam miałem okazję uczestniczyć (i oczywiście robić zdjęcia) w lokalnych obchodach i przedstawieniu poświęconemu świętu niepodległości. Nie trudno zaobserwować dumę narodową, poczucie jedności, patriotyzm, które to uczucia są w pewnym sensie podsycone propagandą, ale nawet bez tej propagandy wielu Chińczyków kocha swoją ojczyznę. Pomijając komunizm myślę, że możemy im trochę zazdrościć tego poczucia wspólnoty, siły i dumy narodowej. Mimo wszystko życzę im, aby kolejne lata przyniosły więcej swobód, aby ludzie mieli prawa, nie tylko obowiązki, aby mieli świadomość wartości swojego życia i pracy, aby niczego nie musieli poświęcać i wyrzekać się przyjemności. A moje największe życzenie, żeby w końcu pokolenie ludzi zakochanych w Mao i ogłupionych propagandą, zostało zastąpione młodymi, wykształconymi i świadomymi Chińczykami, którzy odmienią losy swojego narodu i nigdy za ten naród nie będę się wstydzić. Ps. I żeby zdjęli w końcu ten portret i zmielini banknoty! ZhongGuo WanSui!!!

Poniedziałek, 14 wrzesień 2009 godz. 01:44

Pisałem już wcześniej, że w Chinach nie ma jako takiego obowiązkowego ubezpieczenia (jak ZUS). Oczywiście teraz ludzie wykupują prywatne ubezpieczenia, albo firmy robią to w ich imieniu. Gdy jest się mieszkańcem danego miasta, z meldunkiem w tym właśnie mieście, ma się kartę ubezpieczenia społecznego. Nieważne, czy ma się ubezpieczenie, czy nie dla szpitala pacjent jest jak bankomat. Znajoma wybiła sobie palec. Pierwszy dzień badania w szpitalu, prześwietlenie, sporo papierków, 3 godziny minęły. Lekarze nalegają, żeby została w szpitalu, ona jednak nocuje w domu. Drugi dzień badania krwi, moczu... jaki to ma związek z ortopedią? Nalegają na drugie prześwietlenie - pewnie, przecież to samo zdrowie naświetlać się x-rayem. Planują zabieg, muszą wstawić jakiś element wart 1300 PLN. Dziewczyna obok w pokoju szpitalnym mówi, że jest tu już tydzień, bo skaleczyła sobie palec. Im dłużej w szpitalu, im więcej badań tym więcej pieniędzy. To nie jest tak jak w Polsce, że szpital pracuje za darmo, żeby komuś pomóc i ma milionowe długi. Lekarz powiedział mojej znajomej już w pierwszy dzień, że ma wpłacić depozyt około 900 PLN, ona powiedziała, że 450 PLN, on się zgodził... czy to jest służba zdrowia czy targowisko? Ubezpieczenie działa tak, że płaci się gotówkę - a później na podstawie dokumentów firma ubezpieczająca pokrywa te koszta. W przypadku, gdy ktoś ma drobne schorzenie, a nie ma ubezpieczenia, lekarze jak się domyślam nastraszą go tak, że zostanie w szpitalu 10 dni (bo tak mówili w sprawie wybitego palca). Naszpikują człowieka kroplówkami, zastrzykami, zrobią 3 razy prześwietlenie, zbadają 2 razy mocz i krew, a to wszystko jest jak lista wykonanych usług na fakturze. W chińskim szpitalu niczego nie robi się za darmo. Wyobraźcie sobie teraz robotnika, który stracił rękę, czy złamał na budowie nogę? Jego los zależy od szefa tej firmy. Może po prostu machnąć ręką na niego i człowiek jest kaleką całe życie, albo uzyska pomoc w szpitalu i zadłuży się na setki tysięcy yuanów u rodziny i znajomych (jeśli w ogóle są mu w stanie pomóc). W niektórych nagłych przypadkach pacjenci pewnie woleliby umrzeć, bo gdy wybudzą się z narkozy i zobaczą rachunki za każde przesunięcie łóżka i zmierzenie temperatury to po prostu się popłaczą. I taki to jest komunizm proszę państwa! Według tych pięknych haseł państwo powinno się wszystkimi opiekować i wszyscy jesteśmy równi, mamy takie same prawa i przywileje (w Chinach przywilejów nie ma, ale są obowiązki). Ostatecznie znajoma zrezygnowała z zabiegu. Według mnie tak jest lepiej, bo tutaj szpital będzie tylko szukał pretekstu do kolejnych badań, zabiegów... im gorszy stan pacjenta tym lepiej dla szpitala. Taka jest tutaj filozofia.

Czwartek, 3 wrzesień 2009 godz. 05:53

Chiny kilka dni temu wyruszyły na wojnę z pijanymi kierowcami. Brzmi to poważnie, ale jak zwykle takie prawo nie dotyczy każdego. Jakiś kierowca pod wpływem alkoholu zabił ostatnio 5 osób i został skazany na karę śmierci (po raz pierwszy za takie wykroczenie). Media od razu pokazały chińskich policjantów z alkomatami w ręku. Problem w tym, że takich kontrolii jest niewiele (chyba, że to ma się szybko zmienić). Sam byłem świadkiem, gdy podczas kolacji biznesowej tylko kierowca pił wódkę, później odwiózł nas przez pół Kantonu do stacji kolejowej. Innym razem mocno wstawiony Chińczyk po wizycie w klubie KTV zawsze nalegał, że nas odwiezie do hotelu. Czuł się tym pewniej, że ma znajomego szefa policji w tym prowincjonalnym miasteczku. I tak to właśnie jest z chińskim prawem. Jeśli ktoś ma wujka w policji, ciotkę w rządzie, ojca w urzędzie miejskim, albo sam jest oficerem czy urzędnikiem to jest praktycznie nietykalny. Gdyby ktoś taki zabił 5 osób to sprawę od razu by zatuszowano, a media nie miałyby prawa nawet o tym pisnąć. W najgorszym wypadku za takie przestępstwo znaleźliby kozła ofiarnego. Zwykli ludzie nie mają nawet pojęcia, jak funkcjonuje ten system. Chodzi głównie o to, że nie ma wolnych mediów i żadne winy władz nigdy nie zobaczą światła dziennego.

Czwartek, 3 wrzesień 2009 godz. 05:47

Wracając do poprzedniego tematu... w czasie oficjalnych uroczystości na Westerplatte w chińskiej telewizji CCTV 4 zaprezentowano program publicystyczny na temat II Wojny Światowej, aktualnej sytuacji w Europie i planach budowy tarczy antyrakietowej w Polsce. Dosyć ciekawy program, prezenter zaprosił historyka i specjalistę od militariów. Goście wypowiadali się dosyć obiektywnie, wspomnieli nawet o Katyniu. Myślałem, że po tych rozmowach pokażą relację z Polski, ale była tylko krótka wstawka na żywo ukazująca składanie wieńców. Program trwał 30 minut i mam nadzieję, że przybliżył nieco Chińczykom aktualną sytuację Polski, a także nasze położenie w 1939 roku. Wczoraj kolega z pracy mojej żony wspominał coś o dyskusji na forum internetowym, w którym Chińczycy zaprezentowali pogląd, że przed wybuchem wojny Polska jednoczyła się z innymi narodami słowiańskimi w celu zniszczenia ZSRR! Prawda, że mocne! Tak, na pewno z pomocą Czechosłowacji roznieślibyśmy Rosję w pył, ha ha. Możliwe, że Chińczycy wierzą w wojnę 'obronną' Rosji! Oni po prostu bronili się przed Polskim najeźdźcą! Tak to już bywa z propagandą i zakrzywioną historią.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone