Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Środa, 7 styczeń 2009 godz. 10:08

CZY WIECIE, ŻE... większość chińskich kierowców nigdy nie zdałaby nawet chińskiego egzaminu na prawo jazdy? Ich egzamin jest banalnie łatwy i nie ma nic wspólnego z jazdą po mieście, przestrzeganiem znaków, przepuszczaniem pieszych - tak jak ma to miejsce w Polsce. Otóż, większość przyszłych kierowców (czytaj iditów) daje łapówki. Mój znajomy wręczył 1300 RMB (jakieś 600 PLN), aby na pewno zdać egzamin. Jak widzicie ludzkie życie nie ma wielkiej wartości. Później tacy świeżo upieczeni 'kierowcy' powodują wypadki, potrącają pieszych i ocierają się o samochody przy parkowaniu. Jeśli więc będziecie w Chinach i ktoś Was będzie woził samochodem jak wariat to możecie go podsumować: JEŹDZI JAK KIEROWCA ZA 1300.

Niedziela, 4 styczeń 2009 godz. 12:35

W drogerii Watsons zobaczyłem noworoczną niespodziankę - bombonierkę Solidarność. Miło po dwóch latach zobaczyć coś polskiego w chińskim sklepie. Naprawdę od dwóch, nawet trzech lat niczego z Polski nie widziałem. Cały świat robi świetne interesy z Chinami, a Polska nie potrafi niczego tutaj zaoferować. Jesteśmy obrażeni na Chiny. Na ich rynku są włoskie wody mineralne, niemieckie ciasta, rosyjskie ogórki, francuskie czekoladki, angielskie perfumy... są tysiące produktów z całej Europy. Oczywiście niektóre są znane i markowe, ale jest wiele zwykłych produktów spożywczych, które po prostu się tutaj sprzedają. Zobaczyć coś MADE IN POLAND to nadal rzadkość!

Środa, 31 grudzień 2008 godz. 03:02

Wczoraj byliśmy wieczorem w restauracji i ku naszemu zdumieniu - nie było tam wielu ludzi. Czyżby kryzys ekonomiczny wpłynął na chińskie restauracje? Wygląda na to, że tak. Do Shenzhen przyjeżdża teraz mniej ludzi z Hongkongu. Salon fryzjerski skarżył się, że coraz mniej ludzi korzysta z ich usług. Chińczycy uwielbiają mycie głowy połączone z masażem ramion, barków i głowy. Domyślam się, że podobnie wygląda sytuacja w salonach masażu i nocnych klubach. W kasynach w Macao obsługa otrzyma niższe pensje. Najwyraźniej nagłośniony przez media kryzys wpływa na zwykłych Chińczyków. Zapewne tego kryzysu nie odczuwają osobiście, ale ograniczając wydatki, rezygnując z przyjemności, droższych restauracji wpływają przecież na pogorszenie sytuacji małych firm usługowych i restauracji w Chinach.

Środa, 24 grudzień 2008 godz. 02:52

Wesołych Świąt dla wszystkich moich znajomych i nieznajomych, którzy odwiedzają tą stronę. Ja dzisiaj szykuję wigilię, więc będę w kuchni! Wczoraj moja znajoma Chinka zdziwiła się, że w Polsce mamy zwykle 2-3 dni wolnego na święta, a dzieci tydzień, bo przecież w kraju środka na chiński nowy rok jest zwykle 14-20 dni wolnego. Z drugiej jednak strony oni muszą przejechać tysiące kilometrów, by wrócić w rodzinne strony. Później poszliśmy na zakupy i moja znajoma kupiła sobie oryginalne białe drzewko z plastiku, do tego bombki (które ni jak nie będą pasowały - najpierw kupiła bombki) i mrygające światełka. Chińczycy coraz bardziej chcą się identyfikować z Bożym Narodzeniem. Jak na ironię dostałem więcej życzeń i e-kartek mailami od Chińczyków niż od Polaków. Czyżbyśmy niedbali o nasze tradycje?

Środa, 17 grudzień 2008 godz. 02:37

Spędziłem ostatnio trochę czasu w chińskich księgarniach. Trafiłem na książki do nauki języków obcych, jest oczywiście angielski, niemiecki, francuski, włoski, hiszpański, nawet portugalski. Zapytam, czemu nie ma polskiego? Powiecie, na co komu polski? Ale... proszę sobie wyobrazić, że dwie półki zajmowały książki do nauki... CZESKIEGO. Ha ha! Bez przesady, ale polski wydaje mi się bardziej przydatny na świecie. Udało mi się zamówić przez chiński sklep internetowy książki do nauki polskiego (wersja chińska) i kupiłem też Alchemika (chiński przekład) na prezent. Poza tym trafiłem na naszą komedię Vinci, też chińskie wydanie DVD. Mimo wszystko jest tego niewiele. Nasi politycy są tak anty-komunistyczni, anty-chińscy, że najbardziej tracą na tym zwykli ludzie. Traci na tym kultura, sztuka, turystyka, brakuje jakiejś wymiany wiedzy, poglądów, nie ma wielu materiałów na temat Polski w Chinach. I później dziwić się, że Chińczycy chcą zwiedzać Niemcy, Francję, czeską Pragę, a o Polsce nic nie wiedzą. Nie wiedzą, czy mamy góry, czy jeziora, czy jakieś morze, jakim językiem mówimy, z miast znają tylko Warszawę (Hua-Sha). Ile my na tym tracimy! Stajemy się trzeciorzędnym krajem w Europie dla Azjatów. A żyjemy w czasach, w których z Azją trzeba się liczyć, chyba bardziej niż z USA nawet.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone