Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Zachwycamy się tak wizytą Dalejlamy w Polsce... zastanawiam się dlaczego? To chyba taka moda po prostu? Czy jesteśmy buddystami - nie. Czy to jest jakiś nowy papież - też nie. Czy zyskujemy coś broniąc Tybetu - nie. Rozumiem ideologię, solidarność, współczucie. Ja też nie mam najmniejszego powodu, żeby lubić chiński rząd. Ale z politycznego i gospodarczego punktu widzenia oberwie nam się za Tybet. Od Dalejlamy dostaliśmy podziękowania, a od Chińczyków dostaniemy figę. Byłem ostatnio blisko Tybetu, widziałem, jak ludzie tam żyją w harmonii z przyrodą. Mają swoją wiarę, swoje obyczaje, Chińczycy (Hanowie) mogą to rzeczywiście zniszczyć. Jaką rolę odgrywa jednak w tym wszystkim Polska jako kraj? Nie rozumiem... Może powalczymy o Kraj Basków, albo pomożemy Kurdom? Dlaczego nie? Skoro w Tybecie możemy, czemu w innych rejonach nie?
Dochodzę do wniosku, że Chińczycy w życiu codziennym zachowują się bardzo egoistycznie i bezmyślnie. Nie myślą o innych, nie przejmują się innymi. Potrafią na przykład o pierwszej w nocy wiercić ściany, albo całą noc grać w klocki mahjonga (a odgłosy mieszania tych klocków są okropne). Parkują samochody na przejściach dla pieszych, czasem nawet są barierki, wtedy ludzie muszą się przeciskać, albo najlepiej przelatywać. Blokują ruchome schody, zatrzymują się przy wejściach i zastanawiają nad czymś. Korzystając z komórki w miejscach publicznych krzyczą, tak jakby nie istniał świat tylko oni i telefon. Potrafią krzyczeć na ulicy, głośno się zachowują w restauracji, po prostu ignorują innych. W autobusach nigdy nikogo nie przepuszczają ani nie przepraszają. Nauczyli się tak żyć w gromadzie, takie prawa dżungli. Szkoda, że w naszych oczach to wygląda tak beznadziejnie.
Na naszym osiedlu zburzono taki dom, ośrodek dla osób starszych. Niewielki budynek, wkoło stawy rybne, drzewa, ławki, mały park. Co powstanie w tym miejscu? Kolejny klub nocny (czytaj burdel). Przyznam, że już mnie to denerwuje. Na całej ulicy salony masażu, kluby KTV, dyskoteki... wszędzie od kilkunastu do kilkudziesięciu dziewczyn lekkich obyczajów. Rozumiem, dwa, trzy takie miejsca... ale całe osiedle? I teraz znowu przed nowym rokiem policja to pozamyka (nakleją taśmy na drzwi POLICJA i URZĄD SKARBOWY). Właściciele zapłacą łapówki, albo zmienią szyldy i wrócą do biznesu. Władze teoretycznie walczą z prostytucją (zwykle obrywa się tym dziewczynom, nie ich szefom), kluby są zamykane i na nowo otwierane, odpowiednie osoby dostają w łapę i wszystko się kręci. Szkoda tylko tego parku i domu starców... światem rządzą pieniądze.
Od jakiegoś czasu współpracuję z Radiem Kraków, które prezentuje moje zdjęcia. Przygotowaliśmy też wspólnie prezentację - pocztówkę dźwiękową z miasta Shenzhen. Gdyby kogoś interesowały szczegóły to zapraszam na stronę:
http://cnd.radiokrakow.pl !!!
W Polsce trudno to sobie wyobrazić, ale w Chinach tak się stało, że wycofano ze sprzedaży mleko! Chodzi pewnie o ostatnią aferę z melaminą w mleku. Co prawda dotyczyło to mleka w proszku dla dzieci, ale najwyraźniej wycofano mleko w każdej postaci. Domyślam się, że to rząd przeprowadza jakieś kontrole. Pojawiło się bardzo drogie mleko importowane z Nowej Zelandii. W wielu hipermarketach nie ma w ogóle mleka lub jest dostępne tylko w małych kartonikach. Chińczycy nigdy do mleka nie byli przyzwyczajeni. Trudno w to uwierzyć, ale jeszcze 10 lat temu dzieci nie piły w ogóle mleka, czy jogurtów (dlatego Chińczycy są chuderlawi, a Chinki filigranowe). Nie trzeba być technologiem żywiania, żeby wiedzieć, że kości nie mogą rozwijać się bez wapnia (czyli nabiału). Tutaj nie ma serów, a mleko nigdy nie było popularne. Oni wolą mleczko sojowe. Ja teraz też przerzuciłem sie na soje. Nie mam wyboru!
