Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Piątek, 11 lipiec 2008 godz. 04:23

Wczoraj znajoma powiedziała mi, że nie tylko obcokrajowcy mają problemy z przebywaniem w Chinach w czasie olimpiady. Okazało się, że jej siostra studiująca w Japonii nie może wrócić do Chin przez najbliższe dwa miesiące! Jest oczywiście Chinką, ale ze względu na Olimpiadę rząd Chin stara się ograniczyć populację w całym kraju. Nie udziela wiz obcokrajowcom, zmienia ważność wiz, zamyka ich przedstawicielstwa. Teraz okazuje się, że blokuje powrót do kraju własnych obywateli. Wyobrażacie sobie coś takiego? Nie możecie wrócić z wakacji z Egiptu do kraju, bo akurat trwa Euro 2012.

Czwartek, 3 lipiec 2008 godz. 06:38

Na trasie wylotowej z Shenzhen budowano jakiś stadion, tak przynajmniej myślałem. Za kilka lat ma się tu odbyć Uniwersjada. Budowa ta z zewnątrz wyglądała dokładnie tak samo jak stadion olimpijski w Peknie, oczywiście mniejszy. Teraz, po paru miesiącach okazało się, że to jest... dworzec autobusowy?! Wielkością przypomina Halę Stulecia (Ludową) we Wrocławiu. Projekt jest podobny do wspomnianego stadionu, na którym 8 sierpnia rozpocznie się Olimpiada. Byłem w szoku, gdy wczoraj zobaczyłem wjeżdżające tam autobusy, które parkują na kilku piętrach. Po ostatnim pobycie w Polsce dworzec PKS nigdy nie przypominał mi żadnego stadionu, w Chinach jest inaczej.

Piątek, 20 czerwiec 2008 godz. 02:18

Czerwiec, lipiec i sierpień to miesiące pogromu obcokrajowców mieszkających tymczasowo w Chinach. Chodzi o bezpieczeństwo i problem przeludnienia w czasie Olimpiady. Międzynarodowe firmy z biurem w kraju środka muszą być zamknięte w tym okresie. Osoby, które dostawały wizy długoterminowe dostaną teraz wizy na trzy miesiące. Poprzednio można było przekraczać granicę do woli, teraz tylko dwa razy, wliczając w to na przykład moje wypady po pączki do Hong Kongu. Pojawiły się nawet pogłoski, że przez te trzy miesiące nie będzie można opuścić Chin, bo nawet z ważną wizą nie da się wrócić, wizy będą anulowane na granicy. Jak znam ten system, to jest to całkiem realne. Co ciekawe to ludzie spoza Chin, którzy mają już bilety na jakieś imprezy związane z Olimpiadą niekoniecznie muszą dostać chińską wizę. Kilkanaście narodowości w ogóle nie będzie otrzymywało wiz od czerwca do końca sierpnia. Wariactwo! Jakby jakiś stan wojenny. Oni chyba traktują tą Olimpiadę zbyt poważnie, ona nie jest dla zwykłych ludzi.

Czwartek, 5 czerwiec 2008 godz. 14:00

W tej chwili nie piszę niczego nowego o Chinach, bo relaksuję się w Polsce. Wspaniałe powietrze, pyszne jedzenie, czysta woda. Odżywamy po dłuższym pobycie w zasyfiałej, wielkiej, chińskiej metropolii.

Piątek, 9 maj 2008 godz. 02:09

Wczoraj wyszedłem na trasę szybkiego ruchu podziwiać pochodnię. Myślałem, że jestem cwany i wszedłem na most, prostopadła droga nad ulicą, gdzie miała biec sztafeta. Po 5 minutach zjawili się policjanci i przegonili najpierw kilku Chińczyków. Później do mnie... mówię, że tylko chcę zrobić zdjęcie (miejsce idealne, ulica jak na dłoni). Lekki opór, oni silna perswazja. Złapał mnie za rękę i ciągnął, kazał mi zejść na dół. Poszedłem inną drogą, którą zablokowali dla samochodów. Tam przechwyciło mnie kolejnych dwóch China security i policjantów. Stałem przed tłumem ludzi, przed barierkami. Policja najpierw odpuściła. Później Chińczycy zaczęli się czepiać, czemu ja mogę tam stać, a oni muszą być tutaj. No i zjawił się jakiś ważniejszy glina i mnie przepchał do tłumu. Wkurzyłem się! Zmieniłem miejsce i stałem na baczność prawie 1,5 godziny z gotowym aparatem. Uświadomiłem sobie na koniec, że pochodnia nie będzie biegła po jezdni blisko nas. Od sztafety dzieliła nas jezdnia dwupasmowa, kilkudziesięciu mundurowych, betonowy murek, pas zieleni z krzewami i dopiero tam, jakieś 40 metrów od tłumu była pochodnia. Wysiadł gość z autobusu, drugi podbiegł odpalił pochodnię i pobiegł. Trwało to 30 sekund. Wielu ludzi się rozczarowało. A ja śmiałem się z własnej głupoty. W tłumie nie miałem nawet czasu i sposobu zmienić obiektyw na większy zoom. Stałem w tłumie gapiów, upał około 30 stopni, słońce, wszyscy spoceni, krzyki, hałasy, przepychanki. W innych miejscach wojsko dosłownie odciągało ludzi od pochodni, przepychali gapiów, szarpali fotografów. Śmigłowce, ciężarówki z wojskiem, wszędzie policja. Prawie stan wojenny, a nie sztafeta olimpijska. Mundurowi nie pieścili się z tłumem. Przykro na to patrzeć, albo olimpiada, albo zadyma. Z jednej strony rozszalały tłum, bez żadnych zasad, bez szacunku dla całej imprezy, z drugiej agresywni mundurowi z konkretnymi rozkazami. Tego nie da się pogodzić.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone