Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Pamiętacie może scenę z filmu "Poszukiwany, poszukiwana", gdy inżynier planował przy makiecie zagospodarowanie przestrzenne miasta i przeszkodziło mu jezioro, powiedział: "A nie dobrze, to budynek niech sobie stoi, a jezioro damy tutaj". Banalne i zabawne, ale nie w Chinach. Proszę sobie wyobrazić, że tutaj faktycznie zasypuje się jeziora! A gdy jest potrzeba wykopuje się je w innym miejscu. Był dwa lata temu taki dziki park, jezioro, drobni rybacy coś tam łowili w sieciach. Był to taki łącznik między dwoma dystryktami miasta. Teraz tego jeziora już nie ma (albo przynajmniej jego części), zieleń została wykarczowana i powstaje tam wielkie osiedle. Na pewno mieszkania będą drogie, bo gwarantują widok na morze i Hong Kong (syfiaste morze, gdzie nie ma plaży i nikt się nie kąpie, ale liczy się widok). Idiotyzm wyjątkowy! Wyciąć jakieś 5 kilometrów lasu, zasypać jezioro i budować, budować, budować. Podobna sytuacja w samym centrum miasta, jest tam taki duży park podzielony na trzy części, pomiędzy tymi częściami oczywiście zakorkowane ulice. Mały fragment tego parku stanowił lasek drzewek liczi, uroczy staw, kilka pawilonów, ławeczki... Teraz - staw zasypany do połowy, ławeczek nie ma, pawiliony zburzone. Trwa jakaś budowa, albo droga, albo kolejne biurowce, czy mieszkania. Chińskie miasta za kilkadziesiąt lat będą wyglądały jak w animacji WALL-E. Syf, zanieczyszczone powietrze, góry śmieci, wieżowce, mieszkania, żadnej zieleni. Co to za zieleń, gdy wycina się las, zasypuje jezioro, niweluje góry, buduje się stu tysięczne osiedle i wstawia kilka kęp trawy, pięć drzewek i donice z kwiatami? Głupiście ludzie, oj głupiś! Za sto lat będziecie tego wszystkiego żałować i zapłacicie za to najwyższą cenę - zdrowie i życie!
Polska to bardzo ciekawy kraj. Zapraszamy chińską delegację, która ma wspomóc PKP Cargo, a w tym samym czasie Polskę wizytuje też Delejlama. I ja się pytam, gdzie tu jest dyplomacja? Wszystkie kraje, które goszczą przywódcę Tybetańczyków są później na minusie u Chińczyków, tak jak ostatnio Francja. Może przeciętny Polak nawet o tym nie myśli i cieszy się, że popieramy Tybet. Tylko co nam ten Tybet da? Zainwestuje w PKP Cargo? Ciekawe... Chińska dyplomacja na pewno odnotuje tą wizytę i w ich rankingu spadnie o kolejne kilka pozycji, o ile już nie jesteśmy na dnie. No bo kim jest Polska dla Chin? Poza kilkoma branżami nie ma większego importu z Polski, nie jesteśmy też mocarstwem, które na potęgę wykupuje chińskie produkty. Jesteśmy dla nich nikim. Mowa oczywiście o władzach Kraju Środka, bo przeciętni Chińczycy są dosyć życzliwi i przyjaźni dla nas. Oczywiście o ile nie wiedzą o wizytach Dalejlamy. Moja znajoma Chinka powiedziała wprost, że go nienawidzi i jak z tym dyskutować?
Coraz częściej spotykam się z sytuacją, w której chińskie rodziny żyją w pewnym sensie rozbite. Dotyczy to zamożniejszych mężów i ojców. Chińczycy od razu po ślubie starają się o potomstwo, jest to już taka tradycja. Jak nie ma dziecka to od razu wszyscy się dopytują, żartują, ingerują i pospieszają młodych małżonków. Tak więc szybko pojawia się dziecko, czasem kolejne, zwykle jedno (polityka jednego dziecka i kary finansowe za kolejne, na przykład w Shenzhen około 90000 PLN). Problem w tym, że faceci traktują to dziecko tak, jakby należało tylko do matki i teściowej. To kobiety mają się nim zająć. W tym czasie Chińczycy pracują w swoich firmach, często w innym mieście. Ostatnio w fabryce mebli - właściciel powiedział mi, że ma mieszkanie w Guangzhou (a jego fabryka jest 2 godz. drogi z Guangzhou), powiedział, że odwiedza od czasu do czasu żonę z dzieckiem. Inny, nawet w tym samym mieście ma firmę i dom, ale ze względu na spotkania biznesowe, imprezy karaoke spędza w domu 3-4 noce w ciągu tygodnia. Mąż mojej znajomej, który ma 8-miesięczną córeczkę spędza z nimi 60-dni w ciągu roku. Praktycznie cały rok pracuje poza domem, jest inżynierem elektrykiem. Może problem Chinek polega na tym, że są bardzo wierne i oddane mężowi? Oni wiedzą doskonale, że nic im nie grozi, żony, konkubiny przywyknęły oczekiwać swoich mężczyzn nawet latami. Mężowie za to chodzą na kolacje, do barów, salonów masażu - a tam pokus ku zdradzie jest wiele. Jak widać wygląda to bardzo szowinistycznie i niesprawiedliwie dla kobiet! Żenimy się, robię ci dziecko - dziecko to twój problem, nie musimy za często razem sypiać, ja mam teraz swoją pracę i inne rozrywki. Oczywiście w Polsce bywa podobnie, ale jednak ludzie mieszkają razem, starają się być razem. Tutaj mężczyzna zawsze dystansuje żonę.
Nietypowe wydarzenie miało miejsce w wielkiej firmie FOXCONN (okolice Shenzhen), która produkuje oryginalne iPhony i znane konsole do gier. Okazało się, że innowacyjna próbka, nowy model iPhone zaginął po wysyłce z fabryki do USA. Firma przeprowadziła dochodzenie w wyniku którego jedna osoba (25 letni pracownik) popełniła samobójstwo. Taka jest oficjalna wersja. Plotka głosi, że może został pobity przez ochronę w czasie jakiegoś przesłuchania, może był podejrzany o kradzież, szpiegostwo przemysłowe... W pewnym sensie firma Apple ma ręce zbroczone tą krwią. Przeklęte iShit. Najbardziej dziwią mnie ludzie, którzy gotowi są zapłacić 2000 PLN za takie byle gówno, produkowane w Chinach. Może podzespoły są przyzwoite, ale koszt produkcji? Czy ktoś o tym myśli? Mamy takiego iPoda (wygrany na loterii), często się wiesza, nie mówiąc już o chorym sposobie kopiowania plików. Zadziwia mnie to, jak bardzo ludzie ufają tej marce, kupcie sobie chińskie mp4, funkcje te same, a cena 10x niższa. No tak, ale no-name mp4 nie da się poszpanować. Musi być logo iShit.
Chińczycy (Han) są już wściekli na 'zachodnie media', szczególnie niemieckie gazety i portale internetowe. Wkurza ich, że to oni są pokazani jako agresorzy w walkach ulicznych w Urumqi. Nie podoba im się, że reporterzy prezentują jedną stronę medalu. Ze zdjęć, które widziałem w AFP i Reuters też mam wrażenie, że to Chińczycy Han mszczą się teraz na Ujgurach. Wściekłe grupy Hanów, z pałkami, toporami, łopatami, kolczugami... Wiem, jak bardzo Chińczycy potrafią być zacietrzewieni, zagniewani na cały świat. Za parę miesięcy walki z ich ulic przeniosą się na wojnę medialną z zachodem. To tak jakby rozdzielać kłócących się małżonków. Ktoś obcy się w to wcina i później i żona, i mąż atakują postronną osobę. Tak samo jest w Chinach, najpierw walczą między sobą, a później atak przenosi się na Japonię, Francję, USA czy Niemcy... Zawsze znajdą winnego na kuli ziemskiej, ale sami są w porządku, bez skazy. A to że zarąbali kilkaset osób na ulicy, skopali kogoś na śmierć, bo w grupie raźniej - to już jest wymysł zachodnich mediów! A zdjęcia AFP i Reutersa są pewnie robione w Adobe Photoshop CS2, bo przecież Chińczycy są święci! Pamiętajcie o tym! Kiedy oni dorosną, przyznają się do błędów, przeproszą za winy i pozbędą się swojej małostkowości i rasizmu? Chyba nigdy, niestety...
